Dotarłam do domu, po dłuższym czasie. Wędrowałam długo po mieście bezcelowo, na dodatek w stroju sportowym, myśląc o tym, co dziś się wydarzyło oraz o tym, co wydarzyć się może. Nieprawdopodobne, że tak normalnie mogłam porozmawiać z nimi, mimo, że tylko przez chwilkę. Bez pisków, krzyków i innych emocji, które towarzyszą, gdy widzisz swoich ulubionych piłkarzy. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam makaron z sosem. Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizor i wpatrywałam się w jakiś meksykański tasiemiec. Zjedzenie obiadu zajęło mi dłuższą chwilę. Położyłam miskę na ławie i poczułam wielkie zmęczenie. Nie cierpię tego uczucia. Oparłam się o zieloną, miłą w dotyku poduszkę i zamknęłam oczy. Oczywiście chciałam zamknąć je na chwilę, ale nigdy nie opanowałam tej zdolności.
Podniosłam głowę z bólem szyi, gdyż spałam w jednej pozycji i spojrzałam w ekran telewizora. Zobaczyłam w miarę znany mi program i bardzo szybko chwyciłam leżący obok telefon.
- Chyba jestem ślepa albo jest już tak późno. - myśli przechodziły mi przez głowę.
- Chyba serio jest tak późno! Mam godzinę! - krzyknęłam sama do siebie.
Wyłączyłam zbędne urządzenie i dynamicznie dotarłam na górę. Nie do końca byłam przytomna, bo praktycznie przewróciłam się na jasnobrązowych, dużych schodach. Wtargnęłam do łazienki i chlusnęłam sobie zimną wodą w twarz, by się przebudzić.
- Okej. Teraz się ubierz.. Tylko porządnie. - patrząc w lustro, wypowiedziałam te słowa, by dały mi lekkiej pewności siebie.
Czasami zastanawiam się, czy ja nie głupieje. Mówienie samemu do siebie, to raczej nie jest normalne zjawisko w moim wieku. To przez te pustki w domu. Zero krzyków, śmiechu, głośnego heavy-metalu Jeremy'iego, czy głosów, które dobiegały z salonu, kiedy mój tata oglądał mecze koszykarzy z Portland. Jeśli bym mogła, to cofnęłabym czas... Lecz niestety nie mogę.
Otworzyłam szafę. Przy okazji, wypadły z niej jakieś kolorowe, letnie bluzki, które leżały w nieporządku.
- Jest. - powiedziałam.
Wyciągnęłam biały crop top z krótkim rękawkiem i czarną, przed kolano, spódniczkę, która układała się w harmonijkę oraz czarne buty na bardzo grubym obcasie. W pewnym momencie pomyślałam, że wyglądam zbyt elegancko, ale ta myśl szybko zniknęła. Postanowiłam pokazać się, z jak najlepszej strony.
Ubrałam się i spojrzałam na swoje odbicie. Wzięłam głęboki oddech.
- To nie jest moje towarzystwo, nie dosięgam im nawet do pięt. Wygłupię się, ale warto jest spróbować. Przecież nic nie stracę. - odparłam cichutko.
Wyjrzałam przez okno, by sprawdzić, czy nie jest za zimno, na taki ubiór. Okazało się, że pogoda mi sprzyja.
Zeszłam na dół ostrożnie, by nie zsunąć się ze schodów. Podłączyłam swoją lokówkę przy 'mini toaletce' na końcu korytarza i usiadłam na miękkim krześle. Na blacie leżały moje kosmetyki. Zdecydowałam, że umaluję się, muszę wyglądać olśniewająco.. Chociaż troszeczkę. Nałożyłam bazę, później fluid, róż na policzki i długie rzęsy musnęłam tuszem. Pomalowałam usta jasnoróżowym błyszczykiem. Chwyciłam lokówkę i zaczęłam kręcić końcówki włosów.
Po około dwóch minutach, skończyłam. Miałam lekko sfalowane włosy. Stanęłam i przyglądałam się sobie.
- Nawet nawet. Byleby nie wzięli mnie za pannę lekkich obyczajów. - powiedziałam i tym samym na mojej twarzy zagościł uśmiech.
Usłyszałam samochód i od razu podeszłam do okna. Erik. Erki już był. Pomachał mi przez szybę.
Zgasiłam światła i jednocześnie popsikałam się perfumami Beyonce. Założyłam czarną torbę na ramię, wzięłam telefon i wyszłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku białego range rover'a. Widziałam jego uśmiech, wyglądał jakby coś planował, no albo pomyślał coś typu ' Jaka idiotka, myśli, że ktoś poleci na takie ubranie '.
- Hej. - odparłam.
- Witaj piękna. Wyglądasz... Wyglądasz zniewalająco. - powiedział, przy tym samym jąkając się.
- Dziękuję. Ty też nie wyglądasz, jak wieśniak.
Ubrany był w białą koszulę w drobną, niebieską krateczkę... Cudownie.
- Gotowa? - zapytał i ruszyliśmy.
- Gotowa? Ale na co?
- Na miliony pytań o swoim życiu, przeze mnie i moich przyjaciół? - oznajmił.
- Zależy, jak dużo będzie tam przyjaciół. - powiedziałam, patrząc się na pięknie oświetlony Dortmund, przez szybę.
- 14 piłkarzy.
- No nie jest tak źle.
- ... i ich osoby towarzyszące. - odparł.
- No dobra, już gorzej. - Zestresowałam się.. Tyle nowych osób, a jakby mi znanych.
- Eeej, czy ty tu mieszkasz? Na oko to nie jest tak daleko mnie. - spytałam.
- Nie, coś ty. Tu mieszka Marco. Nie wiedziałaś?
- No jakoś nie. - powiedziałam zrezygnowana.
- Chyba się nie stresujesz, hmm? - zapytał z ciekawością.
- A nie, no gdzieżby. Jest okej. - odpowiedziałam z udawaną pewnością siebie i mocniej ścisnęłam fotel samochodu.
Spojrzałam w stronę jego domu. Szedł w czarnej koszuli i jasnobrązowych rurkach.Wyglądał bosko, bardzo czarująco.
Otworzył drzwi i :
- Siemanko. Dlaczego nie mogłem... O, czzześć. - wydał z siebie parę niezdarnych słów. Chyba był onieśmielony.
- Hej. - odwróciłam głowę w tył i rzuciłam lekki uśmiech.
- Więcej z siebie nie wydobędziesz? - śmiał się Erik z klubowej 11-stki.
- Zamknij się, cioto. - odpowiedział.
Po 10 minutach, dotarliśmy pod dom Durma. To bardzo szybko, jak na taki dystans.
Zobaczyłam biały, podświetlany dom z brązowym dachem.
- Jestem pod wrażeniem. - powiedziałam.
Położył swoją rękę na moim ramieniu i szliśmy tak w kierunku drzwi wejściowych do tej pięknej willi. Widziałam dwa samochody. Wywnioskowałam, że to pojazdy gości.
- Nie przestrasz się. Nie chciałbym, byś zrezygnowała z innych imprez, ok?- zapytał.
- Jasne. - odparłam.
Przeszłam przez próg i zobaczyłam ich. Wszyscy moi idole.
- Niektórzy już znają ją. To jest Elena Parker, moja kuzynka. - powiedział dumnie Erik.
Wszyscy zaczęli do mnie podchodzić, podawali mi rękę. Dla nich to może normalna sytuacja, a ja czułam się wniebowzięta. Po godzinie impreza się ' rozkręciła '. Z każdym zamieniłam parę słów. Mówili, jak się nazywają, jakie są ich osiągnięcia itp. Ja wiedziałam oczywiście wszystko, niczego nie musieli mi tłumaczyć, ale z jednej strony nie chciałam wyjść na mądrale, a z drugiej nie chciałam, by każdy z nich wiedział, że kocham robić to co oni.
Podeszłam do stolika, by napić się pozostałości z mojego drinka. Zauważyłam, że ktoś usiadł obok.
- Teraz kolej na ciebie. - powiedział Reus.
- Z czym niby? - zapytałam zdezorientowana.
- Opowiedz. Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział spoglądając na mnie.
- Nazywam się Elena Parker, mieszkam w Dortmundzie. Mam 18 lat i uczęszczam do liceum. - odpowiedziałam, popijając drinka.
- To wiem. Coś więcej?
- Ludzie mówią, że ładnie śpiewam. Tańczę.. Ale chyba najbardziej kocham sport, a szczególnie piłkę nożną. - oznajmiłam.
- Aha, tak na pewno. Myślisz, że uwierzę w to? - zapytał i patrzył się na mnie, jak na kompletną kretynkę.
- Dlaczego nie?
- Dziewczyny, które tak wyglądają, raczej nie lubią się pocić, czy biegać za piłką. Proszę cię. - powiedział z wielkim przekonaniem.
- Tak wyglądają? Za kogo ty mnie masz? - zapytałam z lekką złością.
- No wyglądasz na dziewczynę 'z wyższych sfer'.
- No to się trochę mylisz. - oznajmiłam i odeszłam.
Porozmawiałam jeszcze z Mią i Riri, a po chwili usłyszałam, że ktoś się szykuje to wyjścia.
- Czy kogoś może odwieźć? Tak okazyjnie. - krzyknął Mats.
- Podrzucie Elenę. Okej?- zapytał Durm.
- Tak, jasne, mi pasuje. - powiedziałam.
- No to może jeszcze ja. - dorzucił Marco.
Przewróciłam oczami. Nie byłam zadowolona z jego towarzystwa, po jego płytkiej ocenie mnie.
- Trzymaj się! - żegnała się Mia.
- Do zobaczenia! - przytuliłam ją.
Weszliśmy do czarnego BMW i ruszyliśmy. Zamieniliśmy parę zdań i dotarliśmy pod dom Marco.
- Dzięki. Trzymajcie się. - powiedział Reus, po czym wyszedł.
- Elena, a ty? Dokąd teraz? - zapytała Cathy.
- Ja mieszkam nie jakoś zbytnio daleko stąd. Z chęcią się przejdę. Ale i tak dzięki. Na razie! - odparłam i zamknęłam drzwi.
Odwróciłam się i widziałam ich w oddali. Zauważyłam też, że ktoś idzie w moją stronę. Ja jednak, kierowałam się w odpowiednim kierunku, udając, że nic nie widzę.
- Elena, poczekaj! - krzyknął znajomy głos.
- Hej, hej, czekaj. - poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
No tak, Marco.
- Co chcesz? - spytałam.
- Pozwól, że cię odprowadzę. -odparł lekko zdyszany.
- Dziękuję, ale poradzę sobie. - oznajmiłam delikatnym głosem i przyspieszyłam krok.
- Posłuchaj, przepraszam. Nie powinienem był cie tak potraktować. Zachowałem się, jak totalny idiota. Na prawdę przepraszam. - powiedział i rzucił spojrzenie skruszonego. Szczerze? Zrobiło mi się bardzo.. Miło. Tak, miło. Nikomu od dawna, tak bardzo nie zależało, by mnie przeprosić. I to za taką błahostkę.
- Dobra, przestań. Nic okropnego się nie stało. Po prostu.. - nie pozwolił mi dokończyć.
- Potraktowałem cię z góry. Wiem, że nie powinienem. Jeszcze raz przepraszam.
- Okej. - uśmiechnęłam się.
- No to jeszcze raz powiedz mi o sobie.
- Ludzie mówią, że ładnie śpiewam. Tańczę.. Ale chyba najbardziej kocham sport, a szczególnie piłkę nożną. - powtórzyłam.
- Dobra.. Więc za jakim jesteś klubem, skoro tak się znasz? - zapytał.
- Jak sądzisz? - odpowiedziałam pytaniem, po czym pokazałam wyświetlacz ekranu mojego telefonu.
- Wow. Przecież to.. To żółta ściana. Żartujesz?
- Sądzisz, że specjalnie ustawiłam sobie to zdjęcie, tylko dlatego, że obok mnie idzie Marco Reus?
- Pas. Wierzę ci. - odparł.
Zaśmialiśmy się oboje. Pokazałam mu jeszcze zdjęcia, filmiki z Iduny, by udowodnić, że naprawdę jestem Borussen.
- Mogę cię jeszcze o coś zapytać?
- Tak, pewnie. - odpowiedziałam.
- Jesteś taka zawsze? Chodzi mi o to, czy udajesz teraz?
- Yy.. Ale co udaję? - zapytałam zdezorientowana.
- Jesteś miła, nie prosisz o zdjęcie i nie piszczysz. To jest naprawdę podejrzane. - powiedział.
- Nie jestem raczej z tych napalonych fanek, co lecą na kasę i sławę. Ale fakt, że idę obok jednego z moich wzorców bardzo mnie cieszy.- odpowiedziałam.
- Wzorców? Żartujesz. - zapytał z lekkim niedowierzaniem.
- Podziwiam to jak grasz, jakie rzeczy robisz z piłką. Szczególnie twoje wolne, bo ja ich za cholerę nie umiem. - oznajmiłam z uśmiechem.
- Pozwolisz, że cię kiedyś poduczę? - zapytał.
- Wątpię, że znajdziesz czas, ale jeśli będzie okazja, to czemu by nie.
- Ej, a twoi rodzice nie będą źli, że idziesz z nieznajomym o tej godzinie? - spytał lekko speszony.
- Po pierwsze, jestem pełnoletnia. Po drugie, pewnie ich to średnio obchodzi. - odpowiedziałam wpatrując się w chodnik.
Cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Nagle uratowało mnie moje podwórko.
- Dzięki Ci, Boże. - pomyślałam.
- O, ja mieszkam tutaj. Dzięki jeszcze raz za odprowadzenie mnie. Napisz, czy do... - stuknęłam się w głowie.
- Daj mi swój telefon.
Podałam.Wpisał mi swój numer telefonu i przy okazji zapisał go swoim imieniem.
- Obiecuje, że napisze, kiedy dojdę do domu. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
- Dobranoc.
Spojrzałam mu w jego czarujące oczy. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Trzymaj się. Bądź w każdej chwili gotowa na trening. - powiedział.
- Tak, jasne, będę. - uśmiechnęłam się i poszłam przed siebie.
Drogi Pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek. Bardzo się cieszę, że poznałam ludzi, którzy sprawili, że się uśmiechałam. Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się z tego powodu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz