Pamiętaj, że jutro też jest dzień
poniedziałek, 23 maja 2016
POWRÓT!
wtorek, 25 sierpnia 2015
*SPRAWDZ*
Hej, cześć i czołem!
Mam bardzo ważne ogłoszenie dla Tych co jeszcze w ogóle tu zaglądają (a wątpię) :
Zawieszam tego bloga. Dlaczego? Nie umiem po prostu wyobrazić sobie sytuacji między Eleną, a Marco. Proste wytłumaczenie. Jestem Borussen około 3 lat i Marco od tego czasu był moim jednym, jedynym crushem. (Wciąż jestem za BVB) NIE "JARA" MNIE KAŻDY FILMIK, KAŻDE ZDJĘCIE, KAŻDY POST NA INSTAGRAMIE MARCO. Nic. Kompletnie nic.
Więc uwierzcie mi : jest mi naprawdę ciężko pisać opowiadanie z brakiem wyobraźni. Coś "na siłę" mnie nie kręci, a uwielbiam pisać.
To na pewno nie jest koniec ich historii. Oni jeszcze powrócą. Obiecuję.
środa, 17 czerwca 2015
Rozdział VI - "Powiedz mi, że ktoś robi sobie ze mnie pierdolone żarty!"
*ważne*
Czy ktoś z Was ogląda może "Red Band Society"? Jeśli tak, to macie w serialu ukrytą podpowiedź :)
Po raz setny w tym roku oglądam 3 sezon "Czarodziejek" na Fox'ie. Siedzę na kanapie w salonie, a na kolanach trzymam pudełko z pistacjowymi lodami. Zatapiam smutki, sięgając po raz to inne gatunki jedzenia.
Ten tydzień był zły - mam na myśli do bani. Marco ignorując mnie, zachowuje się jak pięciolatek ze stopniem upośledzenia, natomiast Stefan próbuje się do mnie zbliżyć. Nie mam pojęcia czego on oczekuje. Jeśli miłości i zaufania, to niech pójdzie na tory kolejowe i położy się w poprzek.
Jest sobota, czwarta po południu, a ja zamiast ruszyć tyłek, przesiaduję przed telewizorem. Słyszę charakterystyczny dźwięk telefonu. Sięgam po niego i odczytuję wiadomość od Johna. Oferuje, że wpadnie, na co ja reaguje pozytywnie. Wstaję z kanapy i wkraczam do kuchni po dwie paczki chipsów, orzeszki w karmelu i Colę Light.
John to w zasadzie jedyna osoba, którą chciałabym teraz widzieć. Z całą pewnością nie Meghan, która zwarcie stoi po stronie Marco. Z Johnem przyjaźnimy się odkąd pamiętam, więc zna mnie na wylot.
Słysze, jak przekręca kluczyk w drzwiach i ukazuje mi się w całości. Wygląda idealnie w czarnych rurkach i luźnej białej koszulce. Dochodzę w myślach do wniosku, że jest na czym oko zawiesić, jednak karcę sie za to.
- Hej piękna - podchodzi do mnie i daje buziaka w policzek. Wyciąga się na kanapie i opiera się na moim ramieniu. Większość czasu spędzamy na zabawnych konwersacjach, które poprawiają mi humor, i gapieniu się w telewizor.
- Doskonale to rozumiem, ale oboje go lubimy, - odpowiada mulat, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
- Mała poprawka - my go nie lubimy, my go kochamy. - spoglądam w jego brązowe tęczówki, na co chłopak łapie mnie za rękę.
Biorę głęboki oddech i przechodzimy przez próg Szpitala św. Patryka. W windzie John wciska numerek 4.
- Jesteś gotowa? - pyta zdenerwowany. Oczywiście, że nie. Co to za głupie pytanie? Jak można być gotowym na spotkanie z nim, jeśli wiem, że może być ostatnim?
- Powiedzmy. - stwierdzam, po czym wychodzimy z windy. Oboje przesyłamy powitania co chwilę przechodzącym pielęgniarkom. Moje ręce drżą i zaczynają się pocić, na co Marshall patrzy na mnie pocieszająco. Wiem, że dla niego to jest ciężkie. Mogę domyślić się, kiedy bywał tu.. Kiedy bywał tu u mnie, dzień w dzień przez trzy miesiące. Przychodził i siedział nieraz do północy, a pielęgniarki przymykały na to oko. Sprawiał, ze zapominałam dlaczego byłam w tym szpitalu.
Spoglądam na nasze srebrne zawieszki, wiszące na skromnych bransoletkach. Moja środkowa cząstka koniczynki z napisem "Friends", aż na gwałt lgnie do części Johna "Best", dzięki magnesowi. Pragnę ujrzeć trzecią część "Forever", zawieszonej u Jordiego.
Stoimy przed szklanymi drzwiami i spoglądamy, czy na pewno nikogo nie ma w środku. Czysto, wkraczamy. Jordi leży na jednoosobowym łóżku i trzyma gitarę na kolanach, a przed nim leży niedbale wyrwana kartka z długopisem. Musiał dostać weny twórczej. Kocham kiedy pisze swoje piosenki i wykonuje je tylko dla mnie, ewentualnie dla pielęgniarki Jackson. Zawsze są one szczere, płyną z jego słabego serca. Podczas mojego tutejszego pobytu, zawsze poprawiał moje piosenki, lecz nigdy nie krytykował.
Gdy zauważa mas, odkłada gitarę na bok i próbuje się samodzielnie podnieść.
- Nie. Leż. - mówię, a on opada na łóżko. Na powitanie rzucam się na niego i ściskam mocno - nie tylko jego, lecz także moje powieki. powstrzymuję się od płaczu i faktycznie daję radę.
- Ekhem, ja też tu jestem. - mówi, po czym leży już na nas. Bardzo mi tego brakowało. Robi mi się gorąco, więc spycham Marshalla i spada z łóżka. Śmiejemy się razem.
Kiedy John turla się po podłodze, jakby miał padaczkę, uśmiechnięta zagłębiam się w niebieskie oczy szpitalnego przystojniaka, a on obdarowuje mnie buziakiem w kącik ust. Moja twarz od razu nabiera ciepłych kolorów.
Opieram się o drugą stronę łóżka, by widzieć twarz 19-latka.
- Opowiadaj, jak tam. Boli cię noga? Może masz jakieś dolegliwości? Wszyscy są mili dla ciebie? Jest może ktoś nowy? Nie jest ci nudno bez Emmy i Leo? - zadaję masę pytań, na co chłopaki chichoczą.
- Spokojnie, byłaś tu dwa dni temu i uwierz mi - nic się nie zmieniło. - śmieją się. - Pominę tylko fakt, ze mamy bardzo gorącą stażystkę. - idiotycznie mruga do Johna, a ja przewracam oczami. Zawsze rusza mnie to, że jakaś dziewczyna klei się do nich. Ugh, nie cierpię być zazdrosna. - Hej, Elena.- kopie mnie zdrową nogą i wysyła subtelny uśmiech. Domyśla się, no świetnie.
- To wy może dalej porozmawiajcie o tej gorącej stażystce, a ja idę zobaczyć się z siostrą Jackson i przywitam się z Charliem. Przy okazji, dowiem się co to za laska i czy w ogóle może się ze mną równać. - odgarniam zabawnie włosami i odwracam się do wyjścia, czując, że wzrok chłopaków wypali mi dziurę w tyłku. Cudownie.
John's POV:
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć o tym?
- Ale o czym? - pyta z ogromnym zdziwieniem. Masz rację, Sotillo. Brnij dalej w kłamstwa.
- Że ze zwykłej "choroby" zrobił się rak z przerzutami w całym ciele? O tym, że zostało ci naprawdę niewiele? - moje oczy są przeszklone , a głos momentalnie cichnie. - Ona ciągle żyje w przekonaniu, że niedługo wyjdziesz.
- Co na moim miejscu byś zrobił? "hej Elena, wiesz, tak bardzo cię kocham, że aż niedługo będziesz mnie chować"? Dobry pomysł? - Żarty jeszcze mu się trzymają.
- Nawet najgorsza prawda, jest lepsza od najlepszego kłamstwa. Powiedz jej. powiedz jej o chorobie. Przecież nie zostało ci wiele czasu. Lepiej żeby dowiedziała się od ciebie tego wszystkiego, niż ode mnie czy przez telefon ze szpitala. - dopiero teraz uświadomiłem sobie, co powiedziałem. - Przepraszam... To nie tak miało zabrzmieć. - mówię skruszony.
- Wiem. Dupek z ciebie. - śmiejemy się razem.
- Z kogo taki dupek? - Elena wchodzi,a my nie mamy bladego pojęcia, jak jej odpowiedzieć.
- Ummm.. Marco. Tak, Marco to dupek jak cholera. - mówię z nadzieją, że mi uwierzy.
- Taaa, jak cholera. - dosiada się do nas i wpatruje się pusto w okno.
- Mógłby zachować się porządnie i porozmawiać. Nie lubię takich ludzi, co to się pobawią i zostawią. - Jordi mówi z lekką złością. Jest zazdrosny. Widzę to.
- Och, cicho! Zamknij się, dobrze? Mój dzień minął mi pięknie. - Nie myślałam, ani o jednym, ani o drugim, więc chcę to utrzymać, tak? - powiedziała z ogromnym spokojem.
Do drzwi puka nasza ulubiona siostra, Jackson. Kobieta z ogromnym sercem.
- Przepraszam was bardzo Kochani, ale zabierzemy Jordiego na kontrolne badania i musimy jeszcze porozmawiać.
- Um, tak jasne. Do zobaczenia, Misiu. - odzywa się Elena i przytula Jordiego. Czy nie powinienem zrobić teraz "oooooo", jak w filmach?
Wychodzimy ze szpitala w miarę dobrych nastrojach.
- Wiesz, wydaje mi się, ze wszystko będzie okej. Nie masz takiego wrażenia? Zobacz, jak on się uśmiecha. Ma już chęć do życia, nie to co wcześniej. Cieszę się ogromnie. - uśmiecha się szeroko i patrzy w spadające gwiazdy. Gdybyś tylko wiedziała...
- Tak, też tak uważam. - odwzajemniam uśmiech.
Patrzę przed siebie i jakoś nie mogę uwierzyć. Patrzę po raz drugi. Nie wierzę. To jakaś komedia?
- Elena, wiesz co, chodźmy może w prawo, co? Będzie szybciej i lepiej będzie się nam szło. Co ty na to? - staję przed nią, by wpatrywała się tylko we mnie.
- Oh, przestań. Myli ci się lewa z prawą? Przecież po prawo jest ta "straszniejsza" droga. Pełno gwałcicieli, chlańsko i ciągłe bójki. - kiedy chce mnie obejść, ja idę z nią równo. - Co ty robisz? Odsuń się. Nie denerwuj mnie, proszę cię. - postępujemy tak samo ja wcześniej. Spogląda mi w oczy przenikliwym wzrokiem. Marszczy czoło i uśmiecha się, ukazując śliczne dołeczki. Przechodzi obok mnie i :
- Czy oni się.. Czy oni się całują? - stanęła w miejscu, jakby buty miała do ziemi przybite gwoździami. Była nieco zdenerwowana i wkurwiona, jak nigdy. - Powiedz mi, że ktoś robi sobie ze mnie pierdolone żarty! - nie mam zamiaru się odzywać, gdyż wiem, ze skończyłoby się to dla mnie bardzo niekorzystnie. - Co do kurwy Marco z nią tutaj robi?! - miałem wrażenie, że co najmniej połowa Dortmundu, właśnie usłyszała jej anielski głosik.
W zasadzie nie wiem, co tutaj napisać. Jest rozdział, krótki rozdział.
Wprowadziłam narrację pierwszoosobową, ze względu na to, iż o wiele lepiej mi się to pisze. I oczywiście wprowadziłam "zagadkę". Kim jest osoba, z którą całuje się Marco? Odpowiedź jest w poprzednich rozdziałach :')
Dziękuję bardzo serdecznie za miłe komentarze, szczególnie dortmunder_mädchen : ))
[ zapraszam na mojego instagrama - yazchloe ]
poniedziałek, 11 maja 2015
Rozdział V - "Dziękuję"
| Elena |
Trzeci raz z rzędu mam ten sen. Trzeci raz z rzędu budzę się cała oblana potem. Trzeci raz z rzędu, mam ochotę podziękować budzikowi, za jego uporczywe dźwięki. Gdyby nie on, z całą pewnością męczyłabym się dalej w tym idiotycznym śnie. Niestety to nie był taki zwyczajny sen - to był kawałek przeszłości ze Stefanem. Nie potrafię zapomnieć, jak bardzo mnie pożądał. Naciskał, a ja mu ulegałam stopniowo. Jednak nie tamtego wieczoru. Nie byłam gotowa na to. Kiedy spotkał się z odrzuceniem, nawrzucał mi od tych najgorszych. Nie omieszkał dodać, jaka moja szkolna rywalka jest świetna, nie tylko w gwiazdorzeniu. Podobne jest geniuszem w sporcie łóżkowym.
- Obiecuję, że będę. Pasuje ci taka odpowiedź? - uniosłam kąciki ust i spojrzałam w jego zielone tęczówki. Rzucił w moją stronę ten uśmiech, który powalał, który sprawiał, że mam ogromną chęć rzucić się w jego ramiona. - Rozumiem. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Wiesz, że będę czekał. Poza tym, dzisiejszego wieczoru potrzebuję godnego przeciwnika w FIFIE. Bo do czego nadaje się Durm? - oboje wybuchliśmy śmiechem. - To do zobaczenia. - obdarował mnie delikatnym całusem w policzek i skierował się w zupełnie przeciwną stronę. - Do zobaczenia Rudzielcu! - celowo krzyknęłam głośniej. Chciałam by to usłyszał. Nie pojmowałam dlaczego farbował się niegdyś na blond, skoro jest mu tak ładnie w naturalnym kolorze. Podkreśla jego oczy. Czekaj, czekaj... Eleno, co ty pieprzysz? Jakie ładnie? On wygląda zabójczo. Tak, zabójczo. To jedyne słowo, jakim mogę określić Marco Reusa. Przeszło siedem tygodni, od kiedy go poznałam, a już zdążyliśmy do siebie się zbliżyć. Potrafiłam powiedzieć mu o swoich najgorszych sekretach, które dręczyły moje sumienie, wyżalić się niezależnie czy to był dzień, czy też trzecia w nocy. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Zdobył moje zaufanie, którego nie otrzymuje się "na dzień dobry".
Po zjedzeniu późnego obiadu, sięgnęłam po zeszyt leżący pod łóżkiem. Po jego otwarciu, uśmiechnęłam się sama do siebie. Moje piosenki, napisane pod wpływem emocji - tych złych, ale także tych dobrych. Kartka i długopis sprawiły, że po porzuceniu przez ukochanego mogłam dalej funkcjonować. Potrafiłam wylać smutek na papier i odetchnąć z ulgą. Z przemyśleń wyrwał mnie sygnał wiadomości. Odblokowałam telefon, a na mojej buzi znów zagościł uśmiech. " Kolacja, dziś, 18:00. Nie przyjmuję reklamacji" Miałam mętlik w głowie : Zacięta gra w FIFĘ z uroczym piłkarzem, czy kolacja ze świętym aktorem?
- Przestań! Chociaż wystraszyłeś ją tekstem o zgniłym pomidorze! Fakt, to było udane. - stwierdziłam, wychodząc z samochodu 20-latka. - Kocham nabijać się z ludzi. - zaśmiał się. - Dobra, czas się zbierać. Dziękuję za miły wieczór. Dobranoc. - rzuciłam w jego stronę promienny uśmiech i odwróciłam się na pięcie. - Czekaj! Tylko tyle? - z podstępnym uśmieszkiem wskazał na swój policzek. No tak, cały Stefan. Podeszłam do niego i musnęłam zmysłowo jego polik.
| Marco |
Mijała kolejna godzina, a jej wciąż nie było. Liczyłem, że po tych czterech dniach od spotkania, ponownie przekroczy próg naszego domu. Jednak wszystko wskazało na to, że jej nie będzie. W końcu do naszego towarzystwa, dołączył spóźniony Auba. - Gdzieś ty był? - zapytałem kumple, przybijając z nim piątkę. - Musiałem wstąpić na chwilę do moich rodziców. Długa historia. Nie zgadniesz kogo widziałem wychodzącego z bogatej restauracji z kolesiem? - Gabończyk uniósł jedną brew. Wyglądał przekomicznie. - No nie wiem? Pewnie jakaś dziewczyna. Coś w tym dziwnego? - Nie udawaj głupiego. Widziałem Elenę. Szła z tym spedalonym aktorzyną. -powiesił kurtkę i ruszył w stronę salonu. Stałem, jak słup soli. Dosłownie. Byłem w szoku, a zarazem cholernie zawiedziony jej postępowaniem. Obiecała przecież, że dziś się tu zjawi. To wyjaśniłoby dlaczego nie odebrała żadnego z moich 8 połączeń. Była zbyt zajęta... Nie pojmuję tego. Mówiła mi, jak bardzo ją skrzywdził, a teraz co? Mam stać bezczynnie, z boku i patrzeć jak ona się w nim zatraci, a on po raz kolejny ją zrani? Nie! Nie pozwolę na to! Stała się dla mnie ważna. Aż za ważna. Za bardzo ją lubię, by patrzeć jak cierpi...
Kiedy już wszyscy opuścili moje lokum, pozbierałem puszki po piwie, puste opakowania po chipsach i słodyczach, a następnie zaległem na skórzanej kanapie, przed rozgrzanym kominkiem, włączając jakieś romansidło. Rozmyślałem co dalej zrobić z tym "fantem". Chwyciłem za swojego I'phona i zebrałem się na odwagę. Jednak nie byłem do końca pewien, czy dobrze postępuję ze swoim sumieniem.
- "Dobrze się dziś bawiłaś?"
Natychmiastowo otrzymałem wiadomość od Eleny, która nie kryła swego zdziwienia :
- "Zasnęłam, naprawdę przepraszam.."
- "Spałaś w restauracji? Ze swoim ex? Nie lubię kłamstw, wiesz o tym. Cześć"
| Elena |
Skłamałam. Dlaczego? Wiedziałam, że będzie miał pretensje. Marco nie potrafi zrozumieć, że chcę po prostu poprawić swoje relacje ze Stefanem, bo to jest świetny chłopak... Pomimo, że zszargał moje uczucia, zależy mi na nim.
Szłam w kierunku sali przeznaczonej do ćwiczeń wokalnych. Moje ukochane zajęcia. Dawały mi one możliwość wyrażenia swoich poglądów, swoich uczuć.
Przeszłam przez szklane drzwi, napotykając Meghan :
- Więc tak : za dwa tygodnie jest mega, mega ważny konkurs muzyczny. Możliwe, że najważniejszy w twoim życiu. Wygrywasz warsztaty muzyczne z kimś tam, no nie ważne. Gdzie ty do cholery wczoraj byłaś z tym dupkiem? Całe liceum trąbi o waszym powrocie! - wzięła głęboki wdech i przesłała mi złowrogie spojrzenie. - Liczę, że mi to wytłumaczysz.
- Czy... Czy on o tym wie? - miałam nadzieję, że złe wieści nie dotarły do niego.
- Ciszej! Oni tam siedzą. - kiwnęła głową w prawą stronę.
Nasze spojrzenia spotkały się, lecz nie na długo. Odwrócił się i udawał, że zawzięcie rozmawia z przyjaciółmi.
- Tak Marco, to takie dorosłe. - powiedziałam sama do siebie.
Jednak nie postąpiłam tak jak on. Czekałam kiedy znów jego oczy skierowane będą wprost na mnie. Chociażby na chwilę. Zrobił to. Po raz kolejny spojrzał w moją twarz z daleka. Byłam jak w amoku. Stawiałam pojedyncze kroki, by dotrzeć do Reusa.
- Elena! Wołam cię i wołam... - uśmiechnęła się do mnie nauczycielka. - Meghan ci przekazała wiadomości tak? To dobrze. - wróciła do poprzedniej czynności.
Głowę skierowałam w kierunku szarej sofy. Nie było ich. Zdążyli wyjść w ułamku sekundy, w czasie mojej nieuwagi...
Weszłam do miejsca zamieszkania Erika i Mii. Spóźniona...
- Hej! Chodź do salonu. - uśmiechnęła się serdecznie Mia.
- Przepraszam za spóźnienie, ale...- nie mogłam już dokończyć.
- Ale co? Kim teraz byłaś zajęta? - usłyszałam głos za swoimi plecami. Odwróciłam się niepewnie i zobaczyłam Marco. Kipiącego złością Marco. - Z kim byłaś? Ze Stefanem? Jaki tym razem kit ci wcisnął, co? Już cię kocha? - zasypywał mnie pytaniami z podniesionym tonem.
- Marco, każdemu należy się druga szansa! Ale ja wciąż nie pojmuję, o co ci chodzi! - musiałam go przekrzyczeć.
- O co mi chodzi? Znalazłaś sobie nas, jako przyjaciół "na chwilę", a teraz gdy tamci wrócili, już nas odstawiłaś na bok. - krzyczał na mnie z kamienną twarzą.
- Oj dobrze wiesz, że tak nie jest. - głos mi się łamał, a do oczu napływały łzy. Nie, nie mogę się złamać.
- Jasne... Nie wiesz, jak bardzo zależało mi na naszej znajomości. Czwarty raz mnie dla nich wystawiłaś, rozumiesz? - wypowiedział te słowa, jakby był oazą spokoju.
- Zależało?
- Tak Eleno, zależało. Kiedyś.
Łzy leciały mi po policzku, jak górski strumień. Ręce trzęsły mi się, jakbym miała epilepsję. Spojrzałam na niego po raz ostatni tego wieczora. Jego twarz była pokerowa.
- To może... Może ja już pójdę.
Mia i Erik stali, jak dwa mosiężne posągi. Sądziłam, że oni tez nie rozumieją tej sytuacji.
Ze wzrokiem wbitym w podłogę, wyszłam z posesji kuzyna. Podążałam w kierunku magicznego miejsca. Miejsca, które było idealne dla moich przemyśleń. A dlaczego magiczne? Nocą księżyc odbija się w jeziorze - to wszystko wygląda, jak z bajki. Usiadłam na granitowym mostu i najzwyczajniej w świecie płakałam.
"Miałaś nie płakać, miałaś być twarda. Co z tobą jest?" Właśnie... Co jest nie tak? Kiedy wrócili z Nowego Orleanu, dawne uczucia wróciły. Znów poczułam uczucie przyjaźni i serdeczności, które od nich płynęło.
A co teraz zrobić z tą sytuacją? Nie wiem. Nic nie wiem...
To wszystko moja wina. Tak, moja. To przeze mnie Marco tak się do mnie zachował.
- Czyli co Elena? Kolejne dni samotności? - rzuciłam do siebie pytanie. Teraz nic mi nie pozostało, jak żałować. Żałować za mój cholerny błąd.
Wracam po krótkim czasie, po raz kolejny. Dlaczego? Blogger robi sobie żarty. Wstawia posty, nie te co trzeba. Cudownie :') Nadejdą ciężkie czasy w życiu Eleny, a za rozdział lub dwa, będzie smutno, dołująco i tragicznie. I tak przez jakiś czas.
Rozdział DEDYKUJĘ WIKTORII, która z każdym dniem, namawia mnie coraz częściej, by pisać dalej. Cholernie dziękuję za tą motywację Szmaciurko! ;*
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rozdział IV - "Możesz doznać szoku"
"Rozglądaj się uważnie debilu. Możesz doznać szoku"
Spoglądając w niebo, zastanawiałam się, co ta treść miała znaczyć. Przecież dobrze wiedziała, że idę w ich kierunku i za chwilę powinnam siedzieć obok przyjaciółki. Coś było nie tak.
Idąc tropem wiadomości, odwróciłam się i rozejrzałam się dookoła. Nie widząc nikogo nowego, czy też specjalnego, głowę skierowałam na odpowiednie miejsce. I nagle, cytując Meghan, doznałam szoku.
- Hej. - powiedział mężczyzna niebiańskim głosem. - Miło cię widzieć. - uśmiechnął się.
Stefan. Dzięki jednemu spojrzeniu w jego oczy, momentalnie wszystkie wspomnienia wróciły - te złe i te dobre.
- Eeee, yyy hhej. Co tu ty.. Znaczy skąd się tu wziąłeś? - odpowiedziała zszokowana.
- Wróciłem. Jeszcze nie wiem, czy na stałe, ale wróciłem. Boże, jak dobrze cię zobaczyć! - przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Poczułam to ciepło, troskę, co kiedyś. Tak bardzo mi tego brakowało. Jednakże, nie mogę zapomnieć o tym, że mnie zdradził i porzucił. Oddaliłam się i rzuciłam chłodne spojrzenie w jego stronę. Staliśmy tak przez chwilę w bezruchu. Pozostawiając go, ruszyłam na przód. Po drodze zauważyłam Caroline, Ninę, Bonnie, Iana i innych z obsady TVD. Na całe szczęście, pozostałam niezauważalna.
Widziałam Meghan na krzesełkach. Siedziała z Marco, Erikiem i Dudziakiem.
- Czy ty wiesz do czego służy telefon? Między innymi do wysyłania sms! - usiadłam między Meghan, a Marco i wzięłam głęboki oddech.
- No chyba napisałam ci sms, że masz uważać, deklu. Wolałam pominąć fakt, że jest tutaj twój były, a tak na marginesie to fiut z niego, to byś jeszcze uciekła. Jesteś obok mnie, więc spokojnie, nikt do nas nie podejdzie. - uśmiechała się dumnie, a ja patrzyłam na nią jak na kretynkę.
- Oczywiście, ja też tu jestem. - odezwał się Marco z pięknym uśmiechem i maciupeńkimi, takimi tyci tyci iskiereczkami w oczach.
- Żartujesz sobie chyba? Stefan Salvatore to twój były? Czekaj czekaj... Pominęłaś ten fakt! Nic mi nie powiedziałaś, a dobrze wiesz, że jestem ich fanem! - każdy popatrzył na Erika pytająco. - No co? A więc poszłem do niego i poprosiłem o zdjęcie i o autograf oczywiście. Zapytał się dla kogo. Ja prawilnie odpowiedziałem, że dla mnie, czyli Erika Durma. A on poprosił bym powtórzył. Rozumiecie? Powtórzyć! Znanemu piłkarzowi każe powtórzyć. Pff. Od teraz będę team Delena. - zaczęliśmy się śmiać, do momentu, aż każdego z nas przestał boleć brzuch.
- Zabrałam go kiedyś na mecz. I wiecie co? Wyszedł po 15 minutach! Powodem było to, że było za głośno! - w tym momencie płakaliśmy ze śmiechu.
Ostatnio zauważyłam, że od tych dwóch miesięcy spędzonych z chłopakami, coraz częściej się uśmiecham, nie myślę o odrzuceniu czy porzuceniu. Najzwyczajniej odżyłam.
Lekcje minęły mi strasznie szybko. No może poza fizyką. Chociaż nie było tak źle. Wymieniłam się na tą lekcję telefonem z Marco i starałam się odpowiadać na wiadomości, w imieniu Marco, z portalów społecznościowych. Oczywiście Marco nic nie wiedział o moich zamiarach, ale kiedyś mi jeszcze podziękuje. To uszczęśliwi setki jego fanów.
Opuszczając mury szkoły, przechodziłam obok boiska. Odwróciłam się w stronę zawodników, a w dwóch sekundach, moje policzki zostały oblane rumieńcami, bo trenujący byli bez koszulek. Można było się rozpłynąć na widok ich umięśnionego ciała i mokrych włosów, pod wpływem potu. Moja głowa wróciła, na odpowiednie miejsce, lecz nie na długo :
- Pamiętasz o dzisiejszym "Chłopaku z sąsiedztwa", prawda? - zapytał truchtający Marco.
- A, no ttak, jasne. Jak bym miała zapomnieć. - zapomniałam. Wypadło mi z głowy, że dziś umówiłam się z Reusem na kino. Cholercia.
- Przyjadę o 19. Do zobaczenia! - wrócił do kolegów. Dziękować Bogu, że tak szybko zakończył rozmowę. Zaczęłam się jąkać, gdyż byłam lekko speszona, na widok jego wyrzeźbionego ciała.
Wróciłam do domu, zjadłam obiad i poszłam na górę. Rzuciłam się na łóżko, jednak zdałam sobie sprawę, że jeśli chcę mieć udany wieczór, to muszę być przygotowana na jutrzejszy dzień w szkole. Zasiadłam do lekcji, z którymi zeszło mi do 18. Z szafy wyjęłam jasne, jeansowe rurki, białą koszulę w czarne linie i włożyłam białe, niskie air force. Z prostych włosów zrobiłam fale i lekko się umalowałam. Usłyszałam dźwięk dzwonka. W biegu założyłam cienką skórę, zgarnęłam telefon i zeszłam prosto pod drzwi. Przejrzałam się jeszcze po raz ostatni w lusterku i chwyciłam za klamkę. Wziełam głęboki wdech, otworzyłam drzwi i.. I totalnie mnie zamurowało. Co do kurwy?
- Cześć. Jesteś zajęta, prawda? - Stałam jak słup soli.
- Yy, proszę. Wejdź. - przeszły mnie ciarki i miałam dziwne wrażenie, że ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobrego...
Ukazał się po raz kolejny rodział IV, lecz o innej tematyce ;) mam nadzieję, że nie jest najgorszy, bo mam mieszane uczucia.
Dziękuję za miłe komentarze.
Pozdrawiam i ściskam! xoxo
niedziela, 22 marca 2015
Rozdział III - "No chodź, chyba cię nie ugryze"
"8:20. - WIDZĘ CIĘ NA BOISKU"
Wsunęłam komórkę i znów zaczęłam truchtać. Czułam już lekkie zmęczenie, po własnym treningu i jedyne co o czym marzyłam, to to by wziąć szybki prysznic. Po paru dłuższych chwilach, znalazłam się przed progiem własnego domu. Wpadłam do środka, poszłam na górę, zdjęłam z siebie wilgotne ubrania i zalał mnie strumień zimnej wody.
***
- Elena! Tutaj! - krzyknął Jason.Piękna asysta i trafienie w bramkę.. Po raz czwarty. Rozwijanie się, czy robienie tego co się kocha, naprawdę daje mi bardzo dużo. To czysta radość, na twarzy pojawia się uśmiech. To cudowne uczucie.
- Jestem z was dumny. Nawet nie macie pojęcia jak. To ogromna przyjemność trenować takie talenty. - powiedział 37-letni trener.
- Dziękujemy! - krzyknęliśmy niemal chórkiem.
Zeszłam z murawy i weszłam do szatni pełnej dziewczyn. "O Boże, widziałam go bez koszulki", "Jezu, jaki on jest przystojny!" i usłyszałam jeszcze wiele, wiele innych opisów piłkarzy z BVB. Śmiałam się w duchu z ich naiwności, lekkomyślności. To naprawdę brzmiało zabawne. Założyłam na siebie czarne rurki z wysokim stanem, białą koszulkę wyciągnęłam w spodnie i czerwono-czarną koszulę zarzuciłam na siebie.
W pośpiechu włożyłam czarne Airforce'y i wyszłam z miejsca pełnego napalonych 18-latek.
- Nie przypuszczałbym. - powiedział dosyć znajomy mi głos.
- Czego? - zapytałam, odwracając się.
- Tak dobrej gry. - odpowiedział Mats.
Usłyszałam dzwonek na lekcje.
- Przepraszam, muszę spadać.
- I tak się pewnie zobaczymy. - uśmiechnął się.
Ruszyłam w kierunku brązowych drzwi wejściowych. Po drodze rozglądałam się i dojrzałam 6 piłkarzy z Dortmundu.
- Nie no, nie wierzę. Oni tam byli. - pomyślałam.
***
Siedziałam już na ostatniej lekcji -fizyce. Byłam całkowicie wyłączona, odpłynęłam. Spoglądałam tylko przez szybę. Po chwili usłyszałam wibracje telefonu :"Nudna lekcja, co?"
Na górze wyświetlacza widniał napis 'Erik'.
"Tak, a skąd Ty możesz o tym wiedzieć?" - napisałam.
Na odpowiedź nie musiałam czekać zbyt długo :
"Bo od 15 minut każdy z nas Ci macha. Spójrz na 4 rząd"
Faktycznie. Łukasz, Kuba, Erik, Auba, Mats i Marco. Czułam jak moje policzki robią się czerwone, a dłonie coraz wilgotniejsze. Wyszłam na kompletną ciamajdę.
***
Postanowiłam, że pójdę się rozluźnić, odstresować. Włożyłam na siebie szare dresy, różową sportową koszulkę i różowe Nike oraz szarą bluzę. Zamknęłam dom i szłam przed siebie. Dortmund nocą wygląda pięknie - Na każdej ulicy świecą się lampy, co trochę można spotkać małżeństwa, które przechadzają się z dziećmi albo pary, które na każdym kroku okazują sobie czułości.. Tak, bardzo słodkie. Po 10 minutach znalazłam się przed boiskiem własnej szkoły. Przecisnęłam się przez dziurę w siatce. Rozejrzałam , czy aby na pewno nikogo nie ma.. Pustki, zero dusz. Spod trybun wyjęłam piłkę do nogi i postawiłam ją na środku murawy. Wpatrywałam się w bramkę. Następnie wzrok skierowałam na futbolówkę. Wzięłam lekki rozbieg i uderzyłam w nią.- Cholera! Jak zwykle! - powiedziałam sama do siebie.
Piłka nie trafiła do bramki, lecz trafiła w słupek i poleciała w przeciwną stronę. Kiedy miałam się odwracać, ujrzałam cień, który zaczął się wydłużać i poszerzać z każdą sekundą. Moje serce biło coraz szybciej. W końcu, mógłby to być jakiś napaleniec, morderca lub dresiarz, któremu brakuje na wódę. Skierowałam swoją głowę w lewą stronę. Odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam w miarę wysokiego blondyna ubranego w grafitowe dresy, czarną koszulkę i czarną bluzę.
- W porządku? Elena, hej! - klubowa 11 pomachała mi przed oczyma. Zdałam sobie sprawę, że po prostu się zawiesiłam.
- Przestraszyłeś mnie, zdajesz sobie z tego sprawę? Jeszcze chwila i bym tu leżała! A tak w ogóle, co ty tu robisz? - mówiłam całkiem poważnie.
- Chciałem sobie pokopać, ale jak widzę ktoś mnie uprzedził.. Chyba ci nie wychodzi, czy tylko mi się zdaje? - zapytał Reus.
- 14 maja, rok temu, był finał rozgrywek naszego rejonu. Bardzo ważny mecz, jak dla nas. Miałam do wykonania ostatni, decydujący rzut karny. Nie trafiłam. Piłka poleciała w ogóle innym kierunku, niż ja bym planowała. Do dziś, nie podejmuje się takich rzutów. - wyznałam.
- Przełamiesz się, wierz mi. A ja ci w tym pomogę. - odpowiedział i w tym samym czasie podbiegł po piłkę i ustawił ją na 11 metrze od bramki.
- Co? - spytałam z lekkim zdziwieniem.
- Obiecałem ci to. No chodź, chyba cię nie ugryzę. - uśmiechnął się.
Podeszłam do niego. Ustawił mnie przed piłką.
- Zamknij oczy. Skup się. Myśl o tym, że to twój cel, coś najważniejszego. Nie myśl, że ci się nie uda. Tylko ty i bramkarz. - zbliżył się do mnie.
Czułam jego ciepły oddech na karku, jego perfumy, które były cholernie pociągające. I ja miałam się skupić?
- Jeest! Haa, widziałeś?! - wykrzyczałam mu to.
- Mówiłem. - przesłał mi nieśmiały uśmiech.
- Uczeń i nauczyciel. Podoba mi się ten układ.
Nasz 'trening' zleciał bardzo szybko. Spędziliśmy ten czas ns rozmowach, strzałach, czy na robieniu zdjęć... Jednak poczułam, że ze mną jest coś nie tak. Głowa zaczęła mi strasznie pulsować, gardło bardzo mnie drapało.
- Chyba będę się zbierać. Marcowe powietrze nie za dobrze na mnie działa, tym bardziej, że jestem ubrana dosyć.. Dosyć skąpo, jak na ten czas. - przerwałam miłą rozmowę.
- Chodź, odwiozę cię. - odparł.
- Nie chce robić kłopotu, raczej się prze...
- Daj spokój. Chodź. - złapał mnie za ramię, przy tym ciągnąc mnie za sobą.
W samochodzie żartowaliśmy po całemu. W radiu zaczęła lecieć piosenka "I really like you" Carly Rae Jepsen i od razu zaczęliśmy wydzierać się na cały samochód. Nie zwracałam na ból gardła, nie w tym momencie.
Kiedy wjeżdżaliśmy w moją ulicę, z mojej twarzy zniknął uśmiech. Zdałam sobie sprawę, że znów zostanę sama, że wrócę do pustego domu, że nawet nie będę miała do kogo otworzyć buzi. Moje przemyślenia przerwał blondyn :
- Wieczór był super. Dziękuję. - jego kąciki ust, uniosły się.
- Ja też. Trzymaj się, do zobaczenia. - powiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
Wysiadłam z samochodu i wpadłam do domu. Byłam tak zmęczona, że nie byłam w stanie iść nawet pod prysznic. Rzuciłam się na łóżko i wyjęłam telefon. Zauważyłam 4 wiadomości od Meghan, powiadomienia z instagrama i facebooka. Zaczęłam od ig. Na stronie głównej zobaczyłam zdjęcie, które zostało dodane 2 minuty temu przez blondyna.
Nasza genialna selfie, na której leżymy na murawie z idiotycznymi minami. Dojrzałam dopisek "Fanki mogą być naprawdę męczące! @paarker11". Uśmiechnęłam się do siebie.
- Głupek. - pomyślałam.
Niestety, nie przeczytałam niczego więcej, gdyż znalazłam się w cudownej i szczęśliwej krainie snu...
Dziękuję bardzo serdecznie Moniko, droga czytelniczko! ;*
środa, 11 marca 2015
Rozdział II - "Płytka ocena"
Podniosłam głowę z bólem szyi, gdyż spałam w jednej pozycji i spojrzałam w ekran telewizora. Zobaczyłam w miarę znany mi program i bardzo szybko chwyciłam leżący obok telefon.
- Chyba jestem ślepa albo jest już tak późno. - myśli przechodziły mi przez głowę.
- Chyba serio jest tak późno! Mam godzinę! - krzyknęłam sama do siebie.
Wyłączyłam zbędne urządzenie i dynamicznie dotarłam na górę. Nie do końca byłam przytomna, bo praktycznie przewróciłam się na jasnobrązowych, dużych schodach. Wtargnęłam do łazienki i chlusnęłam sobie zimną wodą w twarz, by się przebudzić.
- Okej. Teraz się ubierz.. Tylko porządnie. - patrząc w lustro, wypowiedziałam te słowa, by dały mi lekkiej pewności siebie.
Czasami zastanawiam się, czy ja nie głupieje. Mówienie samemu do siebie, to raczej nie jest normalne zjawisko w moim wieku. To przez te pustki w domu. Zero krzyków, śmiechu, głośnego heavy-metalu Jeremy'iego, czy głosów, które dobiegały z salonu, kiedy mój tata oglądał mecze koszykarzy z Portland. Jeśli bym mogła, to cofnęłabym czas... Lecz niestety nie mogę.
Otworzyłam szafę. Przy okazji, wypadły z niej jakieś kolorowe, letnie bluzki, które leżały w nieporządku.
- Jest. - powiedziałam.
Wyciągnęłam biały crop top z krótkim rękawkiem i czarną, przed kolano, spódniczkę, która układała się w harmonijkę oraz czarne buty na bardzo grubym obcasie. W pewnym momencie pomyślałam, że wyglądam zbyt elegancko, ale ta myśl szybko zniknęła. Postanowiłam pokazać się, z jak najlepszej strony.
Ubrałam się i spojrzałam na swoje odbicie. Wzięłam głęboki oddech.
- To nie jest moje towarzystwo, nie dosięgam im nawet do pięt. Wygłupię się, ale warto jest spróbować. Przecież nic nie stracę. - odparłam cichutko.
Wyjrzałam przez okno, by sprawdzić, czy nie jest za zimno, na taki ubiór. Okazało się, że pogoda mi sprzyja.
Zeszłam na dół ostrożnie, by nie zsunąć się ze schodów. Podłączyłam swoją lokówkę przy 'mini toaletce' na końcu korytarza i usiadłam na miękkim krześle. Na blacie leżały moje kosmetyki. Zdecydowałam, że umaluję się, muszę wyglądać olśniewająco.. Chociaż troszeczkę. Nałożyłam bazę, później fluid, róż na policzki i długie rzęsy musnęłam tuszem. Pomalowałam usta jasnoróżowym błyszczykiem. Chwyciłam lokówkę i zaczęłam kręcić końcówki włosów.
Po około dwóch minutach, skończyłam. Miałam lekko sfalowane włosy. Stanęłam i przyglądałam się sobie.
- Nawet nawet. Byleby nie wzięli mnie za pannę lekkich obyczajów. - powiedziałam i tym samym na mojej twarzy zagościł uśmiech.
Usłyszałam samochód i od razu podeszłam do okna. Erik. Erki już był. Pomachał mi przez szybę.
Zgasiłam światła i jednocześnie popsikałam się perfumami Beyonce. Założyłam czarną torbę na ramię, wzięłam telefon i wyszłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku białego range rover'a. Widziałam jego uśmiech, wyglądał jakby coś planował, no albo pomyślał coś typu ' Jaka idiotka, myśli, że ktoś poleci na takie ubranie '.
- Hej. - odparłam.
- Witaj piękna. Wyglądasz... Wyglądasz zniewalająco. - powiedział, przy tym samym jąkając się.
- Dziękuję. Ty też nie wyglądasz, jak wieśniak.
Ubrany był w białą koszulę w drobną, niebieską krateczkę... Cudownie.
- Gotowa? - zapytał i ruszyliśmy.
- Gotowa? Ale na co?
- Na miliony pytań o swoim życiu, przeze mnie i moich przyjaciół? - oznajmił.
- Zależy, jak dużo będzie tam przyjaciół. - powiedziałam, patrząc się na pięknie oświetlony Dortmund, przez szybę.
- 14 piłkarzy.
- No nie jest tak źle.
- ... i ich osoby towarzyszące. - odparł.
- No dobra, już gorzej. - Zestresowałam się.. Tyle nowych osób, a jakby mi znanych.
- Eeej, czy ty tu mieszkasz? Na oko to nie jest tak daleko mnie. - spytałam.
- Nie, coś ty. Tu mieszka Marco. Nie wiedziałaś?
- No jakoś nie. - powiedziałam zrezygnowana.
- Chyba się nie stresujesz, hmm? - zapytał z ciekawością.
- A nie, no gdzieżby. Jest okej. - odpowiedziałam z udawaną pewnością siebie i mocniej ścisnęłam fotel samochodu.
Spojrzałam w stronę jego domu. Szedł w czarnej koszuli i jasnobrązowych rurkach.Wyglądał bosko, bardzo czarująco.
Otworzył drzwi i :
- Siemanko. Dlaczego nie mogłem... O, czzześć. - wydał z siebie parę niezdarnych słów. Chyba był onieśmielony.
- Hej. - odwróciłam głowę w tył i rzuciłam lekki uśmiech.
- Więcej z siebie nie wydobędziesz? - śmiał się Erik z klubowej 11-stki.
- Zamknij się, cioto. - odpowiedział.
Po 10 minutach, dotarliśmy pod dom Durma. To bardzo szybko, jak na taki dystans.
Zobaczyłam biały, podświetlany dom z brązowym dachem.
- Jestem pod wrażeniem. - powiedziałam.
Położył swoją rękę na moim ramieniu i szliśmy tak w kierunku drzwi wejściowych do tej pięknej willi. Widziałam dwa samochody. Wywnioskowałam, że to pojazdy gości.
- Nie przestrasz się. Nie chciałbym, byś zrezygnowała z innych imprez, ok?- zapytał.
- Jasne. - odparłam.
Przeszłam przez próg i zobaczyłam ich. Wszyscy moi idole.
- Niektórzy już znają ją. To jest Elena Parker, moja kuzynka. - powiedział dumnie Erik.
Wszyscy zaczęli do mnie podchodzić, podawali mi rękę. Dla nich to może normalna sytuacja, a ja czułam się wniebowzięta. Po godzinie impreza się ' rozkręciła '. Z każdym zamieniłam parę słów. Mówili, jak się nazywają, jakie są ich osiągnięcia itp. Ja wiedziałam oczywiście wszystko, niczego nie musieli mi tłumaczyć, ale z jednej strony nie chciałam wyjść na mądrale, a z drugiej nie chciałam, by każdy z nich wiedział, że kocham robić to co oni.
Podeszłam do stolika, by napić się pozostałości z mojego drinka. Zauważyłam, że ktoś usiadł obok.
- Teraz kolej na ciebie. - powiedział Reus.
- Z czym niby? - zapytałam zdezorientowana.
- Opowiedz. Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział spoglądając na mnie.
- Nazywam się Elena Parker, mieszkam w Dortmundzie. Mam 18 lat i uczęszczam do liceum. - odpowiedziałam, popijając drinka.
- To wiem. Coś więcej?
- Ludzie mówią, że ładnie śpiewam. Tańczę.. Ale chyba najbardziej kocham sport, a szczególnie piłkę nożną. - oznajmiłam.
- Aha, tak na pewno. Myślisz, że uwierzę w to? - zapytał i patrzył się na mnie, jak na kompletną kretynkę.
- Dlaczego nie?
- Dziewczyny, które tak wyglądają, raczej nie lubią się pocić, czy biegać za piłką. Proszę cię. - powiedział z wielkim przekonaniem.
- Tak wyglądają? Za kogo ty mnie masz? - zapytałam z lekką złością.
- No wyglądasz na dziewczynę 'z wyższych sfer'.
- No to się trochę mylisz. - oznajmiłam i odeszłam.
Porozmawiałam jeszcze z Mią i Riri, a po chwili usłyszałam, że ktoś się szykuje to wyjścia.
- Czy kogoś może odwieźć? Tak okazyjnie. - krzyknął Mats.
- Podrzucie Elenę. Okej?- zapytał Durm.
- Tak, jasne, mi pasuje. - powiedziałam.
- No to może jeszcze ja. - dorzucił Marco.
Przewróciłam oczami. Nie byłam zadowolona z jego towarzystwa, po jego płytkiej ocenie mnie.
- Trzymaj się! - żegnała się Mia.
- Do zobaczenia! - przytuliłam ją.
Weszliśmy do czarnego BMW i ruszyliśmy. Zamieniliśmy parę zdań i dotarliśmy pod dom Marco.
- Dzięki. Trzymajcie się. - powiedział Reus, po czym wyszedł.
- Elena, a ty? Dokąd teraz? - zapytała Cathy.
- Ja mieszkam nie jakoś zbytnio daleko stąd. Z chęcią się przejdę. Ale i tak dzięki. Na razie! - odparłam i zamknęłam drzwi.
Odwróciłam się i widziałam ich w oddali. Zauważyłam też, że ktoś idzie w moją stronę. Ja jednak, kierowałam się w odpowiednim kierunku, udając, że nic nie widzę.
- Elena, poczekaj! - krzyknął znajomy głos.
- Hej, hej, czekaj. - poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
No tak, Marco.
- Co chcesz? - spytałam.
- Pozwól, że cię odprowadzę. -odparł lekko zdyszany.
- Dziękuję, ale poradzę sobie. - oznajmiłam delikatnym głosem i przyspieszyłam krok.
- Posłuchaj, przepraszam. Nie powinienem był cie tak potraktować. Zachowałem się, jak totalny idiota. Na prawdę przepraszam. - powiedział i rzucił spojrzenie skruszonego. Szczerze? Zrobiło mi się bardzo.. Miło. Tak, miło. Nikomu od dawna, tak bardzo nie zależało, by mnie przeprosić. I to za taką błahostkę.
- Dobra, przestań. Nic okropnego się nie stało. Po prostu.. - nie pozwolił mi dokończyć.
- Potraktowałem cię z góry. Wiem, że nie powinienem. Jeszcze raz przepraszam.
- Okej. - uśmiechnęłam się.
- No to jeszcze raz powiedz mi o sobie.
- Ludzie mówią, że ładnie śpiewam. Tańczę.. Ale chyba najbardziej kocham sport, a szczególnie piłkę nożną. - powtórzyłam.
- Dobra.. Więc za jakim jesteś klubem, skoro tak się znasz? - zapytał.
- Jak sądzisz? - odpowiedziałam pytaniem, po czym pokazałam wyświetlacz ekranu mojego telefonu.
- Wow. Przecież to.. To żółta ściana. Żartujesz?
- Sądzisz, że specjalnie ustawiłam sobie to zdjęcie, tylko dlatego, że obok mnie idzie Marco Reus?
- Pas. Wierzę ci. - odparł.
Zaśmialiśmy się oboje. Pokazałam mu jeszcze zdjęcia, filmiki z Iduny, by udowodnić, że naprawdę jestem Borussen.
- Mogę cię jeszcze o coś zapytać?
- Tak, pewnie. - odpowiedziałam.
- Jesteś taka zawsze? Chodzi mi o to, czy udajesz teraz?
- Yy.. Ale co udaję? - zapytałam zdezorientowana.
- Jesteś miła, nie prosisz o zdjęcie i nie piszczysz. To jest naprawdę podejrzane. - powiedział.
- Nie jestem raczej z tych napalonych fanek, co lecą na kasę i sławę. Ale fakt, że idę obok jednego z moich wzorców bardzo mnie cieszy.- odpowiedziałam.
- Wzorców? Żartujesz. - zapytał z lekkim niedowierzaniem.
- Podziwiam to jak grasz, jakie rzeczy robisz z piłką. Szczególnie twoje wolne, bo ja ich za cholerę nie umiem. - oznajmiłam z uśmiechem.
- Pozwolisz, że cię kiedyś poduczę? - zapytał.
- Wątpię, że znajdziesz czas, ale jeśli będzie okazja, to czemu by nie.
- Ej, a twoi rodzice nie będą źli, że idziesz z nieznajomym o tej godzinie? - spytał lekko speszony.
- Po pierwsze, jestem pełnoletnia. Po drugie, pewnie ich to średnio obchodzi. - odpowiedziałam wpatrując się w chodnik.
Cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Nagle uratowało mnie moje podwórko.
- Dzięki Ci, Boże. - pomyślałam.
- O, ja mieszkam tutaj. Dzięki jeszcze raz za odprowadzenie mnie. Napisz, czy do... - stuknęłam się w głowie.
- Daj mi swój telefon.
Podałam.Wpisał mi swój numer telefonu i przy okazji zapisał go swoim imieniem.
- Obiecuje, że napisze, kiedy dojdę do domu. - jego kąciki ust lekko się uniosły.
- Dobranoc.
Spojrzałam mu w jego czarujące oczy. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Trzymaj się. Bądź w każdej chwili gotowa na trening. - powiedział.
- Tak, jasne, będę. - uśmiechnęłam się i poszłam przed siebie.
Drogi Pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek. Bardzo się cieszę, że poznałam ludzi, którzy sprawili, że się uśmiechałam. Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się z tego powodu!
czwartek, 26 lutego 2015
Rozdział I - "Niespodziewana niespodzianka"
Usłyszałam budzik. Zwykłe 'pikanie', a podnosi mi ciśnienie. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na elektryczny zegarek.
- Siódma? Naprawdę? - powiedziałam sama do siebie. Zresztą, i tak by nikt tego nie usłyszał.
Ledwo doczłapałam się do łazienki. Próbowałam rozbudzić się zimną wodą i chyba mi się udało. Wytarłam twarz kremowym ręcznikiem i spojrzałam na siebie w lustrze.
- Dziewczyno co ty takiego w sobie masz, że każdy od ciebie ucieka? - pomyślałam.
Dźwięk sms przerwał moje głębsze przemyślenia. Znalazłam telefon pod stertami papierów, na mojej nocnej półce i odczytałam wiadomość:"Dzień Dobry Parker! Wpadnę za 10 minut :)"
To była Meghan. Z pewnością musiało coś się wydarzyć, bo to zawsze ja zrywam ją z łóżka. Nie przywiązywałam zbyt dużej uwagi do tego sms-a. Odłożyłam telefon na biurko i podeszłam do brązowej szafy. Nie mam problemu z ubiorem, nie wpatruję się bezcelowo w setki porozwalanych ubrań. Szybko ubrałam się w czarne spodnie, zwykły biały T-shirt i jeansową kurtkę. Z szafki wyjęłam czarno-białe roshe run'y i zgarnęłam rzuconą lokówkę, telefon i zeszłam na dół. Jak zawsze włączyłam poranne wiadomości w telewizji. Zajrzałam do lodówki, wyciągnęłam mleko, a z szafki - płatki kukurydziane. Usłyszałam dzwonek. Podbiegłam i otworzyłam drzwi :
- Cześć! - przywitała się uśmiechnięta Meghan.
- Hej! Wchodź. - odwzajemniłam uśmiech.
- Gotowa na wielką niespodziankę? - spojrzała w moją stronę, tym samym jedząc moje śniadanie.
- Po pierwsze, nie lubię niespodzianek. Po drugie, jeśli to jest durne, to nawet nie próbuj. - pogroziłam palcem i spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy.
- Spokojnie, to nic wielkiego. - jej usta się śmiały.
- Dobra idziemy. Zbieraj się! - odparła, wstawiając miskę do zmywarki.
Nie jedząc śniadania, nie kręcąc sobie włosów, wyszłam z domu.
Była piękna pogoda. Promienie słońca ogrzewały każdy nieodziany milimetr mojego ciała. Słyszałam śpiew porannych ptaków. Robiło to na mnie ogromne wrażenie, bo w końcu wiosna, to moja ulubiona pora roku.
Przeszłyśmy na drugą stronę ulicy i weszłyśmy do kawiarni. Kocham to miejsce. Od kiedy uczęszczam do liceum, codziennie rano, od poniedziałku do piątku, przychodzę tu, by kupić kawę na wynos.
- Dzień Dobry! - weszłam z serdecznym uśmiechem.
- Cześć Eleno! Proszę, tu masz cieplutką kawę i twojego ulubionego ptysia. I dla Meghan to samo. Smacznego. - powiedziała 45-letnia Rose.
- Dziękujemy. Miłego dnia! - i wyszłyśmy.
Po paru chwilach ciszę przerwała przyjaciółka:
- Nie zastanawia cię, co to może być? - szturchnęła mnie w ramię.
- Twoje niespodzianki są beznadziejne i bardzo dobrze o tym wiesz. - odwzajemniłam szturchnięcie.
- Zobaczymy.
Założyłam swoje czarne okulary i weszłyśmy na plac szkoły. Rozejrzałam się i stanęłam jak wryta. Widziałam zadowoloną twarz Meghan.
- Mówiłaś coś? Chyba nie usłyszałam.
Zobaczyłam duży żółto-czarny autobus.
- Nie, to niemożliwe! Dlaczego mi nie powiedziałaś! O Boże, to przecież oni! - Cieszyłam się ironicznie.
- Mogłabyś trochę pokazać, że się cieszysz. - oznajmiła.
- Tak mówiąc serio, to wiedziałam, że przyjedzie do nas jakiś klub. No wiesz, mamy tu idealne miejsce na treningi, a poza tym, mieli trenować naszych chłopaków. Nie przypuszczałam, że może być to Borussia Dortmund. To świetna informacja! Ale z drugiej strony, z czego się tu cieszyć? Że popatrze sobie na piłkarzy, którzy i tak pewnie będą zastawieni ze wszystkich stron? Że popatrzę sobie na kuzyna, który mnie nawet nie pozna? Jestem na każdym ich meczu, po jakimś czasie, ich widok, przestaje mnie szokować. No, ale fakt, jestem zadowolona, że tacy piłkarze są tutaj.
- Jak sądzisz, który pierwszy zaliczy Jane? - zapytała.
- Jeśli w ich składzie, jest ślepy piłkarz, to już masz odpowiedź. - Zaśmiałyśmy się.
Z każdym metrem do trybun, wokół 'stadionu' robiło się tłoczno. Dziesiątki napalonych i zachwyconych dziewczyn, które podniecają się wyglądem piłkarzy. Z pewnością połowa z nich, jak nie więcej, nie ma pojęcia jakie mają osiągnięcia. Ba, nawet jak się nazywają. Usiadłyśmy w siódmym rzędzie, na czerwonych krzesełkach i zaczęłyśmy pić kawę.
- Jak sądzisz, długo tu będą?
- Sądzę, że pokażą parę trików i wyjadą. Kto taki, przejmowałby się takim klubem licealnym? - odpowiedziałam.
Wypiłam kawę, zjadłam ptysia i ruszyłam ku dołu.
- Ej, czekaj! Weź jeszcze ode mnie! - krzyknęła z góry brunetka.
- Czasami ruszyłabyś swoje cztery litery, a nie wysługiwała się moją skromną osobą. - uśmiechnęłam się i wzięłam od niej śmieci.
Schodząc popatrzyłam na boisko. Ujrzałam szóstkę piłkarzy, którzy pokazywali cuda z futbolówką. Z paru metrów rzuciłam puste opakowania po kawie. Uśmiechnęłam się do siebie. Wracając do przyjaciółki, spojrzałam w górę.Na krzesełkach siedzieli Mats, Auba, Jonas i Ciro, popatrzyli na mnie, po czym przesłali mi uśmiech. Nie zareagowałam, pomyślałam, że to są jakieś żarty. Kiedy miałam usiąść obok Meghan, usłyszałam czyjś głos.
- Czy ta oto ruda niewiasta, to nie jest czasem dziewczynka w warkoczach, która przed moim lustrem, śpiewała hity Britney Spears?
To był głos Erik'a. Wróciły dawne wspomnienia. - Gdy byłam młodsza, zawsze jeździłam do niego w wakacje. To były piękne wspomnienia. Niestety kontakt się urwał. Sama nie wiem dlaczego.
- Czy ten oto blondyn, to chłopczyk który skoczył z drzewa i złamał sobie rękę, bo udawał Spider-Man'a? - obdarowałam go uśmiechem i podeszłam do niego.
- Miło Cię znów widzieć Rudzielcu. - powiedział.
- Ciebie też Blondasku.
Po takim czasie rozłąki, to świetne uczucie, zobaczyć go po raz kolejny, stanąć przed nim i spojrzeć w jego oczy. Przytuliłam go bardzo mocno. Nasz uścisk trwał dłuższą chwilę. Gdy odkleiliśmy się od siebie, odwrócił mnie w stronę swoich przyjaciół i odparł :
- Drodzy koledzy, przedstawiam wam, moją cudowną kuzyneczkę, Elenę Parker.
Wszyscy uśmiechnęli się znów do mnie, a każdy z nich podał mi rękę na przywitanie.
- Durm, dlaczego nie wspomniałeś, że masz taką kuzyneczkę? - powiedział Jonas.
- Nie było okazji. - odpowiedział. - Siadaj, opowiadał wszystko ze szczegółami co działo się u ciebie przez ten czas.
- No więc...
- Elena! Zejdź tu na chwilę, proszę cię. - zawołał mnie trener naszej drużyny.
- Już idę! - krzyknęłam.
- Mój ciekawy życiorys opowiem ci później. Obowiązki wzywają. Ciao! - przybiłam piątkę z kuzynem i odwróciłam się, gdy nagle poczułam, że jestem cała mokra.
- Patrz jak chodzisz! Tutaj też są inni ludzie! - powiedziałam oburzona.
- Przepraszam. Mój błąd, patrzyłem w telefon. Naprawdę przepraszam, nie zrobiłbym tego specjalnie.
- Okej, dobra. Przeżyje. To tylko cola.
Odpowiedziałam zakłopotanemu chłopakowi z tatuażami na lewej ręce. Podniosłam wzrok w górę i zobaczyłam piłkarza z numerem 11, Marco Reus'a.
- Właśnie, a to jest Marco, mój genialny przyjaciel, który jest uzależniony od telefonu. Patrzyłbyś przed siebie czasem. - zaśmiał się Erik.
- Marco, miło cię poznać.- wyciągnął do mnie rękę i lekko się uśmiechnął.
- Elena. - odwzajemniłam uśmiech. - Wybaczcie, ale ja pójdę się przebrać, bo cała się kleje.
Schodząc na dół kiwnęłam do Meghan, by ze mną poszła. Usłyszałam komentarze typu "Niezła jest, no nie?", a uśmiech nie schodził mi z ust.
- O mój Boże. Czy ty wiesz co się teraz stało? Setki tysiące dziewczyn płakałoby ze szczęścia, bo ich 'chłopak' je oblał, ogarniasz? - spytała.
- Rozumiem i czuję to, bo jego cała cola jest na moich ubraniach.
Poszłam do szatni i założyłam klubowy strój - białą koszulkę i czarne spodenki. Nie wyglądałam najgorzej.
- Panie trenerze, już jestem. Coś się stało?
- Chciałem zapytać, czy niespodzianka ci się podoba?
- Tak, pewnie. - powiedziałam.
- Mam prośbę - powiedz dziewczynom, by nie śliniły się tak na ich widok, bo to psuje naszą reputację. - Zaczął się śmiać i poszedł.
Wzięłam od Meghan torbę.
- Sorki, ale ja nie będę chodzić w takim stroju. Zmywam się. - oznajmiłam.
- Okej, opowiem ci wszystko, co się tu działo, obiecuje. - i zniknęła w tłumie.
Idąc w stronę bramy, usłyszałam wołanie :
- Elena, stój! Poczekaj! - krzyknął lekko zdyszany Erik.
- No co tam?
- Dzisiaj u mnie będzie mała imprezka. Wpadniesz? Przyjadę po ciebie. Oczywiście jeśli mieszkasz tam gdzie trzy lata temu.
- Pamiętasz? Jasne, wpadnę. Tylko ja tam nikogo nie znam. - powiedziałam niepewnie.
- Poznasz każdego. Będzie super, zobaczysz. To o 18.
Wymieniliśmy się numerami i pożegnaliśmy się.
- To chyba jakiś żart. Ja i Dortmund? Nie możliwe, by moje marzenia się spełniały. - pomyślałam wracając do domu.

