Sądzę, że w każdym domu, w każdej rodzinie, są sytuacje, w których jest ciężko. Wszystko zaczyna się od pieniędzy, a raczej ich braku. Ciągłe kłótnie, ograniczenia i zero porozumienia między domownikami.
Zazwyczaj zostaje tylko jedno wyjście - znaleźć taką pracę, która będzie przynosiła owoce.
Tak właśnie postąpili rodzice Eleny Parker - Jane i Alaric. Jane jest bardzo dobrym kardiologiem, dla niej w medycynie zawsze jest jakieś wyjście. Alaric za to, to bardzo pewny swojej osoby człowiek. Bardzo angażuje się w to co robi. Oboje tracą siebie, wpadają w wir pracy. Jednak, tak to bywa w życiu, że nie zawsze wszystko się udaje. Nastąpił kryzys. Kiedy rodzina Parker'ów zaczęła się rozpadać przez pieniądze, znalazło się wyjście z sytuacji. Jane dostała propozycję pracy w najlepszym londyńskim szpitalu, a Alaric dostawał propozycje prac w kancelariach czy sądach w Londynie. Nie pozostało nic do stracenia.. Przynajmniej tak się wydawało..
***
- Kochanie, zrozum, tak będzie dla nas wszystkich lepiej. Nie będzie nam niczego brakować. Chcemy Waszego dobra. - powiedziała przejęta Jane.
- Naprawdę? Dla naszego dobra? A pomyślałaś o mnie? o Jeremym? o Margaret? Mamy tu przyjaciół! Rozwijamy się tu! - odpowiedziałam matce z wielkim zdenerwowaniem.
- Jak mogliście powiedzieć Nam o tym w dzień wyjazdu? Nie jesteśmy nawet spakowani, nie byliśmy w stanie się z nikim pożegnać! Jak Wy możecie nam to robić! - powiedział, w zasadzie to krzyczał, mój 16-letni brat Jeremy.
Zapadła grobowa cisza. Po parchu chwilach, milczenie przerwał ojciec :
- Przepraszam, ale nie macie wyboru. Pakować się, bo za trzy godziny mamy być na lotnisku. Raz, raz.
- Ja nigdzie nie jadę, nie rozumiecie?! Jestem już pełnoletnia! Nie zostawię tu swoich przyjaciół, którzy byli mi bliżsi niż Wy sami. A wiecie chociaż na ile tam jedziecie? A może to bilet w jedną stronę? - wykrzyczałam im, to co powinnam.
- Nie pozwalaj sobie na takie poważne słowa! My po prostu chcemy z czegoś żyć. - Ojciec w końcu przemówił, wygłaszając swe mądrości.
- Przecież dajemy sobie radę! Nie potrzeba nam fortuny, by być szczęśliwą rodziną.- Jeremy odparł Ojcu, z przeszklonymi oczami.
- Co, prawda boli?! Nie byliście przy mnie nigdy! Może jestem najstarsza, ale też potrzebuje matczynej troski! Zapytaliście się mnie chociaż co lubię robić, jakie mam osiągnięcia? Nie! Ja nie chcę by w Londynie było to samo! Nie dam rady! Przepraszam, ale nigdzie się nie wybieram!
Zerknęłam do kuchni. Na blacie siedziała szlochająca Margaret. Podbiegłam do niej. Nie chciałam, by usłyszała nasze kłótnie, choć było to nieuniknione.
- No już, kochanie, nie płacz. Będziemy się widywać, obiecuję. - przytuliłam ją.
- Ale ja nie chcę jechać bez Ciebie! - powiedziała zapłakana 6-letnia siostrzyczka.
- Wiem, skarbie, wiem. Ja też nie chcę Cię zostawić. Ale Ty nie masz pojęcia, jak ja się czuję. Ja już dłużej nie mogę wytrzymać tego, że jestem niewidzialna. - powiedziałam jej na ucho.
- Siostry na zawsze?
- Na zawsze malutka, na zawsze.
Łza spłynęła mi po policzku. Tak bardzo ich kocham. Nie chcę, by nasza familia się rozpadła.. Znaczą Oni dla mnie bardzo dużo, ale boli mnie to, że rodzice opuszczają się w roli matki i ojca. Nie było ich kiedy byłam w potrzebie.. Zawiodłam się na Nich.
- Nie wiem już, konkretna decyzja : Zostajesz, czy wyjeżdżasz? - spytał Alaric.
- Nie możecie tego przemyśleć? Damy rade, coś się...
- Tak, czy nie?
- Nie jadę. Nie chcę być dalej krzywdzona! Czuję się tu nie potrzebna! - wyznałam rodzicom.
- Okej, jeden pasażer mniej, muszę odwołać bilet. - odparł bez żadnego zainteresowanie Ojciec.
- Alaric, nie przesadzaj. - mruknęła Jane.
- Nie ważne. Zbierajcie się.
Stanęłam jak wryta. Ledwo co wydusiłam parę słów:
- T.. tylko tyle?
Nie usłyszałam odpowiedzi. Podeszłam do rodzeństwa, przytuliłam ich z całych sił i wybiegłam z domu. Nie mogłam uwierzyć w to, że moi rodzice tak po prostu, bez żadnych sprzeciwień mnie tu zostawiają...
***
- Naprawdę? Dla naszego dobra? A pomyślałaś o mnie? o Jeremym? o Margaret? Mamy tu przyjaciół! Rozwijamy się tu! - odpowiedziałam matce z wielkim zdenerwowaniem.
- Jak mogliście powiedzieć Nam o tym w dzień wyjazdu? Nie jesteśmy nawet spakowani, nie byliśmy w stanie się z nikim pożegnać! Jak Wy możecie nam to robić! - powiedział, w zasadzie to krzyczał, mój 16-letni brat Jeremy.
Zapadła grobowa cisza. Po parchu chwilach, milczenie przerwał ojciec :
- Przepraszam, ale nie macie wyboru. Pakować się, bo za trzy godziny mamy być na lotnisku. Raz, raz.
- Ja nigdzie nie jadę, nie rozumiecie?! Jestem już pełnoletnia! Nie zostawię tu swoich przyjaciół, którzy byli mi bliżsi niż Wy sami. A wiecie chociaż na ile tam jedziecie? A może to bilet w jedną stronę? - wykrzyczałam im, to co powinnam.
- Nie pozwalaj sobie na takie poważne słowa! My po prostu chcemy z czegoś żyć. - Ojciec w końcu przemówił, wygłaszając swe mądrości.
- Przecież dajemy sobie radę! Nie potrzeba nam fortuny, by być szczęśliwą rodziną.- Jeremy odparł Ojcu, z przeszklonymi oczami.
- Co, prawda boli?! Nie byliście przy mnie nigdy! Może jestem najstarsza, ale też potrzebuje matczynej troski! Zapytaliście się mnie chociaż co lubię robić, jakie mam osiągnięcia? Nie! Ja nie chcę by w Londynie było to samo! Nie dam rady! Przepraszam, ale nigdzie się nie wybieram!
Zerknęłam do kuchni. Na blacie siedziała szlochająca Margaret. Podbiegłam do niej. Nie chciałam, by usłyszała nasze kłótnie, choć było to nieuniknione.
- No już, kochanie, nie płacz. Będziemy się widywać, obiecuję. - przytuliłam ją.
- Ale ja nie chcę jechać bez Ciebie! - powiedziała zapłakana 6-letnia siostrzyczka.
- Wiem, skarbie, wiem. Ja też nie chcę Cię zostawić. Ale Ty nie masz pojęcia, jak ja się czuję. Ja już dłużej nie mogę wytrzymać tego, że jestem niewidzialna. - powiedziałam jej na ucho.
- Siostry na zawsze?
- Na zawsze malutka, na zawsze.
Łza spłynęła mi po policzku. Tak bardzo ich kocham. Nie chcę, by nasza familia się rozpadła.. Znaczą Oni dla mnie bardzo dużo, ale boli mnie to, że rodzice opuszczają się w roli matki i ojca. Nie było ich kiedy byłam w potrzebie.. Zawiodłam się na Nich.
- Nie wiem już, konkretna decyzja : Zostajesz, czy wyjeżdżasz? - spytał Alaric.
- Nie możecie tego przemyśleć? Damy rade, coś się...
- Tak, czy nie?
- Nie jadę. Nie chcę być dalej krzywdzona! Czuję się tu nie potrzebna! - wyznałam rodzicom.
- Okej, jeden pasażer mniej, muszę odwołać bilet. - odparł bez żadnego zainteresowanie Ojciec.
- Alaric, nie przesadzaj. - mruknęła Jane.
- Nie ważne. Zbierajcie się.
Stanęłam jak wryta. Ledwo co wydusiłam parę słów:
- T.. tylko tyle?
Nie usłyszałam odpowiedzi. Podeszłam do rodzeństwa, przytuliłam ich z całych sił i wybiegłam z domu. Nie mogłam uwierzyć w to, że moi rodzice tak po prostu, bez żadnych sprzeciwień mnie tu zostawiają...
***
Drogi pamiętniku!
11 marca
Mimo, że od tamtej chwili minęły już 4 miesiące, ciągle wracam pamięcią do tamtego momentu... Tak bardzo mi ich brakuje. Z bratem i siostrą rozmawiam tylko przez Skype'a i to nie za długo. Chcę, by wrócili. Chcę ich znowu mieć przy sobie.
jak obiecywałam
OdpowiedzUsuńtak bardzo...kocham to opowiadanie
pisz dalej...
...ĆWIRKU!!!
Ćwirkowska autorką :D
UsuńKiedy będzie 2 rozdział? ;3
OdpowiedzUsuń