Strony

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział VI - "Powiedz mi, że ktoś robi sobie ze mnie pierdolone żarty!"

*ważne*
Czy ktoś z Was ogląda może "Red Band Society"? Jeśli tak, to macie w serialu ukrytą podpowiedź :)

Elena's POV :

Po raz setny w tym roku oglądam 3 sezon "Czarodziejek" na Fox'ie. Siedzę na kanapie w salonie, a na kolanach trzymam pudełko z pistacjowymi lodami. Zatapiam smutki, sięgając po raz to inne gatunki jedzenia.
Ten tydzień był zły - mam na myśli do bani. Marco ignorując mnie, zachowuje się jak pięciolatek ze stopniem upośledzenia, natomiast Stefan próbuje się do mnie zbliżyć. Nie mam pojęcia czego on oczekuje. Jeśli miłości i zaufania, to niech pójdzie na tory kolejowe i położy się w poprzek.
Jest sobota, czwarta po południu, a ja zamiast ruszyć tyłek, przesiaduję przed telewizorem. Słyszę charakterystyczny dźwięk telefonu. Sięgam po niego i odczytuję wiadomość od Johna. Oferuje, że wpadnie, na co ja reaguje pozytywnie. Wstaję z kanapy i wkraczam do kuchni po dwie paczki chipsów, orzeszki w karmelu i Colę Light.
John to w zasadzie jedyna osoba, którą chciałabym teraz widzieć. Z całą pewnością nie Meghan, która zwarcie stoi po stronie Marco. Z Johnem przyjaźnimy się odkąd pamiętam, więc zna mnie na wylot.
Słysze, jak przekręca kluczyk w drzwiach i ukazuje mi się w całości. Wygląda idealnie w czarnych rurkach i luźnej białej koszulce. Dochodzę w myślach do wniosku, że jest na czym oko zawiesić, jednak karcę sie za to.
- Hej piękna - podchodzi do mnie i daje buziaka w policzek. Wyciąga się na kanapie i opiera się na moim ramieniu. Większość czasu spędzamy na zabawnych konwersacjach, które poprawiają mi humor, i gapieniu się w telewizor.
~ ****~
- Dobrze wiesz, ze nie lubię tam bywać. Widok tych ludzi powoduje, że mam ochotę wyć na całe pomieszczenie. Jestem zbyt wrażliwa. - fuknęłam.
- Doskonale to rozumiem, ale oboje go lubimy, - odpowiada mulat, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
- Mała poprawka - my go nie lubimy, my go kochamy. - spoglądam w jego brązowe tęczówki, na co chłopak łapie mnie za rękę.
Biorę głęboki oddech i przechodzimy przez próg Szpitala św. Patryka. W windzie John wciska numerek 4.
- Jesteś gotowa? - pyta zdenerwowany. Oczywiście, że nie. Co to za głupie pytanie? Jak można być gotowym na spotkanie z nim, jeśli wiem, że może być ostatnim?
- Powiedzmy. - stwierdzam, po czym wychodzimy z windy. Oboje przesyłamy powitania co chwilę przechodzącym pielęgniarkom. Moje ręce drżą i zaczynają się pocić, na co Marshall patrzy na mnie pocieszająco. Wiem, że dla niego to jest ciężkie. Mogę domyślić się, kiedy bywał tu.. Kiedy bywał tu u mnie, dzień w dzień przez trzy miesiące. Przychodził i siedział nieraz do północy, a pielęgniarki przymykały na to oko. Sprawiał, ze zapominałam dlaczego byłam w tym szpitalu.
Spoglądam na nasze srebrne zawieszki, wiszące na skromnych bransoletkach. Moja środkowa cząstka koniczynki z napisem "Friends", aż na gwałt lgnie do części Johna "Best", dzięki magnesowi. Pragnę ujrzeć trzecią część "Forever", zawieszonej u Jordiego.
Stoimy przed szklanymi drzwiami i spoglądamy, czy na pewno nikogo nie ma w środku. Czysto, wkraczamy. Jordi leży na jednoosobowym łóżku i trzyma gitarę na kolanach, a przed nim leży niedbale wyrwana kartka z długopisem. Musiał dostać weny twórczej. Kocham kiedy pisze swoje piosenki i wykonuje je tylko dla mnie, ewentualnie dla pielęgniarki Jackson. Zawsze są one szczere, płyną z jego słabego serca. Podczas mojego tutejszego pobytu, zawsze poprawiał moje piosenki, lecz nigdy nie krytykował.
Gdy zauważa mas, odkłada gitarę na bok i próbuje się samodzielnie podnieść.
- Nie. Leż. - mówię, a on opada na łóżko. Na powitanie rzucam się na niego i ściskam mocno - nie tylko jego, lecz także moje powieki. powstrzymuję się od płaczu i faktycznie daję radę.
- Ekhem, ja też tu jestem. - mówi, po czym leży już na nas. Bardzo mi tego brakowało. Robi mi się gorąco, więc spycham Marshalla i spada z łóżka. Śmiejemy się razem.
Kiedy John turla się po podłodze, jakby miał padaczkę, uśmiechnięta zagłębiam się w niebieskie oczy szpitalnego przystojniaka, a on obdarowuje mnie buziakiem w kącik ust. Moja twarz od razu nabiera ciepłych kolorów.
Opieram się o drugą stronę łóżka, by widzieć twarz 19-latka.
- Opowiadaj, jak tam. Boli cię noga? Może masz jakieś dolegliwości? Wszyscy są mili dla ciebie? Jest może ktoś nowy? Nie jest ci nudno bez Emmy i Leo? - zadaję masę pytań, na co chłopaki chichoczą.
- Spokojnie, byłaś tu dwa dni temu i uwierz mi - nic się nie zmieniło. - śmieją się. - Pominę tylko fakt, ze mamy bardzo gorącą stażystkę. - idiotycznie mruga do Johna, a ja przewracam oczami. Zawsze rusza mnie to, że jakaś dziewczyna klei się do nich. Ugh, nie cierpię być zazdrosna. - Hej, Elena.- kopie mnie zdrową nogą i wysyła subtelny uśmiech. Domyśla się, no świetnie.
- To wy może dalej porozmawiajcie o tej gorącej stażystce, a ja idę zobaczyć się z siostrą Jackson i przywitam się z Charliem. Przy okazji, dowiem się co to za laska i czy w ogóle może się ze mną równać. - odgarniam zabawnie włosami i odwracam się do wyjścia, czując, że wzrok chłopaków wypali mi dziurę w tyłku. Cudownie.

John's POV:

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć o tym?
- Ale o czym? - pyta z ogromnym zdziwieniem. Masz rację, Sotillo. Brnij dalej w kłamstwa.
-  Że ze zwykłej "choroby" zrobił się rak z przerzutami w całym ciele? O tym, że zostało ci naprawdę niewiele? - moje oczy są przeszklone , a głos momentalnie cichnie. - Ona ciągle żyje w przekonaniu, że niedługo wyjdziesz.
- Co na moim miejscu byś zrobił? "hej Elena, wiesz, tak bardzo cię kocham, że aż niedługo będziesz mnie chować"? Dobry pomysł? - Żarty jeszcze mu się trzymają.
- Nawet najgorsza prawda, jest lepsza od najlepszego kłamstwa. Powiedz jej. powiedz jej o chorobie. Przecież nie zostało ci wiele czasu. Lepiej żeby dowiedziała się od ciebie tego wszystkiego, niż ode mnie czy przez telefon ze szpitala. - dopiero teraz uświadomiłem sobie, co powiedziałem. - Przepraszam... To nie tak miało zabrzmieć. - mówię skruszony.
- Wiem. Dupek z ciebie. - śmiejemy się razem.
- Z kogo taki dupek? - Elena wchodzi,a my nie mamy bladego pojęcia, jak jej odpowiedzieć.
- Ummm.. Marco. Tak, Marco to dupek jak cholera. - mówię z nadzieją, że mi uwierzy.
- Taaa, jak cholera. - dosiada się do nas i wpatruje się pusto w okno.
- Mógłby zachować się porządnie i porozmawiać. Nie lubię takich ludzi, co to się pobawią i zostawią. - Jordi mówi z lekką złością. Jest zazdrosny. Widzę to.
- Och, cicho! Zamknij się, dobrze? Mój dzień minął mi pięknie. - Nie myślałam, ani o jednym, ani o drugim, więc chcę to utrzymać, tak? - powiedziała z ogromnym spokojem.
Do drzwi puka nasza ulubiona siostra, Jackson. Kobieta z ogromnym sercem.
- Przepraszam was bardzo Kochani, ale zabierzemy Jordiego na kontrolne badania i musimy jeszcze porozmawiać.
- Um, tak jasne. Do zobaczenia, Misiu. - odzywa się Elena i przytula Jordiego. Czy nie powinienem zrobić teraz "oooooo", jak w filmach?
Wychodzimy ze szpitala w miarę dobrych nastrojach.
- Wiesz, wydaje mi się, ze wszystko będzie okej. Nie masz takiego wrażenia? Zobacz, jak on się uśmiecha. Ma już chęć do życia, nie to co wcześniej. Cieszę się ogromnie. - uśmiecha się szeroko i patrzy w spadające gwiazdy. Gdybyś tylko wiedziała...
- Tak, też tak uważam. - odwzajemniam uśmiech.
Patrzę przed siebie i jakoś nie mogę uwierzyć. Patrzę po raz drugi. Nie wierzę. To jakaś komedia?
- Elena, wiesz co, chodźmy może w prawo, co? Będzie szybciej i lepiej będzie się nam szło. Co ty na to? - staję przed nią, by wpatrywała się tylko we mnie.
- Oh, przestań. Myli ci się lewa z prawą? Przecież po prawo jest ta "straszniejsza" droga. Pełno gwałcicieli, chlańsko i ciągłe bójki. - kiedy chce mnie obejść, ja idę z nią równo. - Co ty robisz? Odsuń się. Nie denerwuj mnie, proszę cię. - postępujemy tak samo ja wcześniej. Spogląda mi w oczy przenikliwym wzrokiem. Marszczy czoło i uśmiecha się, ukazując śliczne dołeczki. Przechodzi obok mnie i :
- Czy oni się.. Czy oni się całują? - stanęła w miejscu, jakby buty miała do ziemi przybite gwoździami. Była nieco zdenerwowana i wkurwiona, jak nigdy. - Powiedz mi, że ktoś robi sobie ze mnie pierdolone żarty! - nie mam zamiaru się odzywać, gdyż wiem, ze skończyłoby się to dla mnie bardzo niekorzystnie. - Co do kurwy Marco z nią tutaj robi?! - miałem wrażenie, że co najmniej połowa Dortmundu, właśnie usłyszała jej anielski głosik.

W zasadzie nie wiem, co tutaj napisać. Jest rozdział, krótki rozdział.
Wprowadziłam narrację pierwszoosobową, ze względu na to, iż o wiele lepiej mi się to pisze. I oczywiście wprowadziłam "zagadkę". Kim jest osoba, z którą całuje się Marco? Odpowiedź jest w poprzednich rozdziałach :')
Dziękuję bardzo serdecznie za miłe komentarze, szczególnie
dortmunder_mädchen : ))

Jak myślicie? Kim jest ta pechowa dziewczyna? Szczerze mówiąc, współczuję jej. Przecież Elena walczy o swoje!
[ zapraszam na mojego instagrama - yazchloe ]