Leżała na ogromnym, brązowym łóżku z białą pościelą. Była cała naga.
Nagle obok niej znalazł się chłopak, przez którego w jakimś stopniu
zawaliła naukę, wylała dziesiątki litrów łez, zaniżyła swoją samoocenę
do zera. Położył swoją dłoń na jej delikatnej szyi, po czym ruch młodego
Salvatore, stawały się odważniejsze. Jego palce podążały coraz niżej, a
pocałunki były coraz to zachłanniejsze. Dziewczyna była przerażona,
jednakże nie chciała tego okazać. Wiedziała, że go to rozjuszy, bo miał
inne zamiary. Musnął jej intymne miejsce, a ona pisnęła. Pragnęła, wręcz
żądała, by ta chora sytuacja dobiegła końca. To miało być dla niej
niesamowicie przyjemnym uczuciem, a okazało się kompletną pomyłką.
Próbowała zaprzestać poczynaniom Stefana, ale on nie ustępował. Ona
jednak nie planowała oddać jemu swojej cnoty. Nie miała pojęcia nawet,
czy to jest miłość. Miała dopiero 16 lat...
| Elena |
Trzeci raz z rzędu mam ten sen. Trzeci raz z rzędu budzę się cała oblana
potem. Trzeci raz z rzędu, mam ochotę podziękować budzikowi, za jego
uporczywe dźwięki. Gdyby nie on, z całą pewnością męczyłabym się dalej w
tym idiotycznym śnie. Niestety to nie był taki zwyczajny sen - to był
kawałek przeszłości ze Stefanem. Nie potrafię zapomnieć, jak bardzo mnie
pożądał. Naciskał, a ja mu ulegałam stopniowo. Jednak nie tamtego
wieczoru. Nie byłam gotowa na to. Kiedy spotkał się z odrzuceniem,
nawrzucał mi od tych najgorszych. Nie omieszkał dodać, jaka moja szkolna
rywalka jest świetna, nie tylko w gwiazdorzeniu. Podobne jest geniuszem
w sporcie łóżkowym.
- Obiecuję, że będę. Pasuje ci taka
odpowiedź? - uniosłam kąciki ust i spojrzałam w jego zielone tęczówki.
Rzucił w moją stronę ten uśmiech, który powalał, który sprawiał, że mam
ogromną chęć rzucić się w jego ramiona. - Rozumiem. Mam nadzieję, że
przyjdziesz. Wiesz, że będę czekał. Poza tym, dzisiejszego wieczoru
potrzebuję godnego przeciwnika w FIFIE. Bo do czego nadaje się Durm? -
oboje wybuchliśmy śmiechem. - To do zobaczenia. - obdarował mnie
delikatnym całusem w policzek i skierował się w zupełnie przeciwną
stronę. - Do zobaczenia Rudzielcu! - celowo krzyknęłam głośniej.
Chciałam by to usłyszał. Nie pojmowałam dlaczego farbował się niegdyś na
blond, skoro jest mu tak ładnie w naturalnym kolorze. Podkreśla jego
oczy. Czekaj, czekaj... Eleno, co ty pieprzysz? Jakie ładnie? On wygląda
zabójczo. Tak, zabójczo. To jedyne słowo, jakim mogę określić Marco
Reusa. Przeszło siedem tygodni, od kiedy go poznałam, a już zdążyliśmy
do siebie się zbliżyć. Potrafiłam powiedzieć mu o swoich najgorszych
sekretach, które dręczyły moje sumienie, wyżalić się niezależnie czy to
był dzień, czy też trzecia w nocy. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć.
Zdobył moje zaufanie, którego nie otrzymuje się "na dzień dobry".
Po zjedzeniu późnego obiadu, sięgnęłam po zeszyt leżący pod łóżkiem. Po
jego otwarciu, uśmiechnęłam się sama do siebie. Moje piosenki, napisane
pod wpływem emocji - tych złych, ale także tych dobrych. Kartka i
długopis sprawiły, że po porzuceniu przez ukochanego mogłam dalej
funkcjonować. Potrafiłam wylać smutek na papier i odetchnąć z ulgą. Z
przemyśleń wyrwał mnie sygnał wiadomości. Odblokowałam telefon, a na
mojej buzi znów zagościł uśmiech. " Kolacja, dziś, 18:00. Nie przyjmuję
reklamacji" Miałam mętlik w głowie : Zacięta gra w FIFĘ z uroczym
piłkarzem, czy kolacja ze świętym aktorem?
- Przestań! Chociaż wystraszyłeś ją tekstem o zgniłym pomidorze! Fakt,
to było udane. - stwierdziłam, wychodząc z samochodu 20-latka. - Kocham
nabijać się z ludzi. - zaśmiał się. - Dobra, czas się zbierać. Dziękuję
za miły wieczór. Dobranoc. - rzuciłam w jego stronę promienny uśmiech i
odwróciłam się na pięcie. - Czekaj! Tylko tyle? - z podstępnym
uśmieszkiem wskazał na swój policzek. No tak, cały Stefan. Podeszłam do
niego i musnęłam zmysłowo jego polik.
| Marco |
Mijała kolejna godzina, a jej wciąż nie było. Liczyłem, że po tych
czterech dniach od spotkania, ponownie przekroczy próg naszego domu.
Jednak wszystko wskazało na to, że jej nie będzie. W końcu do naszego
towarzystwa, dołączył spóźniony Auba. - Gdzieś ty był? - zapytałem
kumple, przybijając z nim piątkę. - Musiałem wstąpić na chwilę do moich
rodziców. Długa historia. Nie zgadniesz kogo widziałem wychodzącego z
bogatej restauracji z kolesiem? - Gabończyk uniósł jedną brew. Wyglądał
przekomicznie. - No nie wiem? Pewnie jakaś dziewczyna. Coś w tym
dziwnego? - Nie udawaj głupiego. Widziałem Elenę. Szła z tym spedalonym
aktorzyną. -powiesił kurtkę i ruszył w stronę salonu. Stałem, jak słup
soli. Dosłownie. Byłem w szoku, a zarazem cholernie zawiedziony jej
postępowaniem. Obiecała przecież, że dziś się tu zjawi. To wyjaśniłoby
dlaczego nie odebrała żadnego z moich 8 połączeń. Była zbyt zajęta...
Nie pojmuję tego. Mówiła mi, jak bardzo ją skrzywdził, a teraz co? Mam
stać bezczynnie, z boku i patrzeć jak ona się w nim zatraci, a on po raz
kolejny ją zrani? Nie! Nie pozwolę na to! Stała się dla mnie ważna. Aż
za ważna. Za bardzo ją lubię, by patrzeć jak cierpi...
Kiedy już wszyscy opuścili moje lokum, pozbierałem puszki po piwie,
puste opakowania po chipsach i słodyczach, a następnie zaległem na
skórzanej kanapie, przed rozgrzanym kominkiem, włączając jakieś
romansidło. Rozmyślałem co dalej zrobić z tym "fantem". Chwyciłem za
swojego I'phona i zebrałem się na odwagę. Jednak nie byłem do końca
pewien, czy dobrze postępuję ze swoim sumieniem.
- "Dobrze się dziś bawiłaś?"
Natychmiastowo otrzymałem wiadomość od Eleny, która nie kryła swego zdziwienia :
- "Zasnęłam, naprawdę przepraszam.."
- "Spałaś w restauracji? Ze swoim ex? Nie lubię kłamstw, wiesz o tym. Cześć"
| Elena |
Skłamałam. Dlaczego? Wiedziałam, że będzie miał pretensje. Marco nie
potrafi zrozumieć, że chcę po prostu poprawić swoje relacje ze Stefanem,
bo to jest świetny chłopak... Pomimo, że zszargał moje uczucia, zależy
mi na nim.
Szłam w kierunku sali przeznaczonej do ćwiczeń
wokalnych. Moje ukochane zajęcia. Dawały mi one możliwość wyrażenia
swoich poglądów, swoich uczuć.
Przeszłam przez szklane drzwi, napotykając Meghan :
- Więc tak : za dwa tygodnie jest mega, mega ważny konkurs muzyczny.
Możliwe, że najważniejszy w twoim życiu. Wygrywasz warsztaty muzyczne z
kimś tam, no nie ważne. Gdzie ty do cholery wczoraj byłaś z tym dupkiem?
Całe liceum trąbi o waszym powrocie! - wzięła głęboki wdech i przesłała
mi złowrogie spojrzenie. - Liczę, że mi to wytłumaczysz.
- Czy... Czy on o tym wie? - miałam nadzieję, że złe wieści nie dotarły do niego.
- Ciszej! Oni tam siedzą. - kiwnęła głową w prawą stronę.
Nasze spojrzenia spotkały się, lecz nie na długo. Odwrócił się i udawał, że zawzięcie rozmawia z przyjaciółmi.
- Tak Marco, to takie dorosłe. - powiedziałam sama do siebie.
Jednak nie postąpiłam tak jak on. Czekałam kiedy znów jego oczy
skierowane będą wprost na mnie. Chociażby na chwilę. Zrobił to. Po raz
kolejny spojrzał w moją twarz z daleka. Byłam jak w amoku. Stawiałam
pojedyncze kroki, by dotrzeć do Reusa.
- Elena! Wołam cię i wołam... - uśmiechnęła się do mnie nauczycielka. -
Meghan ci przekazała wiadomości tak? To dobrze. - wróciła do poprzedniej
czynności.
Głowę skierowałam w kierunku szarej sofy. Nie było ich. Zdążyli wyjść w ułamku sekundy, w czasie mojej nieuwagi...
Weszłam do miejsca zamieszkania Erika i Mii. Spóźniona...
- Hej! Chodź do salonu. - uśmiechnęła się serdecznie Mia.
- Przepraszam za spóźnienie, ale...- nie mogłam już dokończyć.
- Ale co? Kim teraz byłaś zajęta? - usłyszałam głos za swoimi plecami.
Odwróciłam się niepewnie i zobaczyłam Marco. Kipiącego złością Marco. - Z
kim byłaś? Ze Stefanem? Jaki tym razem kit ci wcisnął, co? Już cię
kocha? - zasypywał mnie pytaniami z podniesionym tonem.
- Marco, każdemu należy się druga szansa! Ale ja wciąż nie pojmuję, o co ci chodzi! - musiałam go przekrzyczeć.
- O co mi chodzi? Znalazłaś sobie nas, jako przyjaciół "na chwilę", a teraz gdy tamci wrócili, już nas odstawiłaś na bok. - krzyczał na mnie z kamienną twarzą.
- Oj dobrze wiesz, że tak nie jest. - głos mi się łamał, a do oczu napływały łzy. Nie, nie mogę się złamać.
- Jasne... Nie wiesz, jak bardzo zależało mi na naszej znajomości. Czwarty raz mnie dla nich wystawiłaś, rozumiesz? - wypowiedział te słowa, jakby był oazą spokoju.
- Zależało?
- Tak Eleno, zależało. Kiedyś.
Łzy leciały mi po policzku, jak górski strumień. Ręce trzęsły mi się, jakbym miała epilepsję. Spojrzałam na niego po raz ostatni tego wieczora. Jego twarz była pokerowa.
- To może... Może ja już pójdę.
Mia i Erik stali, jak dwa mosiężne posągi. Sądziłam, że oni tez nie rozumieją tej sytuacji.
Ze wzrokiem wbitym w podłogę, wyszłam z posesji kuzyna. Podążałam w kierunku magicznego miejsca. Miejsca, które było idealne dla moich przemyśleń. A dlaczego magiczne? Nocą księżyc odbija się w jeziorze - to wszystko wygląda, jak z bajki. Usiadłam na granitowym mostu i najzwyczajniej w świecie płakałam.
"Miałaś nie płakać, miałaś być twarda. Co z tobą jest?" Właśnie... Co jest nie tak? Kiedy wrócili z Nowego Orleanu, dawne uczucia wróciły. Znów poczułam uczucie przyjaźni i serdeczności, które od nich płynęło.
A co teraz zrobić z tą sytuacją? Nie wiem. Nic nie wiem...
To wszystko moja wina. Tak, moja. To przeze mnie Marco tak się do mnie zachował.
- Czyli co Elena? Kolejne dni samotności? - rzuciłam do siebie pytanie. Teraz nic mi nie pozostało, jak żałować. Żałować za mój cholerny błąd.
Wracam po krótkim czasie, po raz kolejny. Dlaczego? Blogger robi sobie żarty. Wstawia posty, nie te co trzeba. Cudownie :') Nadejdą ciężkie czasy w życiu Eleny, a za rozdział
lub dwa, będzie smutno, dołująco i tragicznie. I tak przez jakiś czas.
Rozdział DEDYKUJĘ WIKTORII, która z każdym dniem, namawia mnie coraz
częściej, by pisać dalej. Cholernie dziękuję za tą motywację Szmaciurko!
;*
