*** 6 tygodni później ***
- Jeremy, błagam cię. Nie rób z siebie pajaca, tylko idź i ją przeproś. Zabierz do kina albo.. No albo coś w tym stylu, przecież to ty z nią chodzisz, nie ja. - rozmawiałam przez telefon z bratem, mijając ludzi ze szkoły. Z niewiadomych powodów, było ich bardzo dużo. - Kończę, bo praktycznie w ogóle cię nie słyszę. Powodzenia. - zakończyłam połączenie, tym samym zwracając uwagę na ekran główny. Wiadomość od Meghan."Rozglądaj się uważnie debilu. Możesz doznać szoku"
Spoglądając w niebo, zastanawiałam się, co ta treść miała znaczyć. Przecież dobrze wiedziała, że idę w ich kierunku i za chwilę powinnam siedzieć obok przyjaciółki. Coś było nie tak.
Idąc tropem wiadomości, odwróciłam się i rozejrzałam się dookoła. Nie widząc nikogo nowego, czy też specjalnego, głowę skierowałam na odpowiednie miejsce. I nagle, cytując Meghan, doznałam szoku.
- Hej. - powiedział mężczyzna niebiańskim głosem. - Miło cię widzieć. - uśmiechnął się.
Stefan. Dzięki jednemu spojrzeniu w jego oczy, momentalnie wszystkie wspomnienia wróciły - te złe i te dobre.
- Eeee, yyy hhej. Co tu ty.. Znaczy skąd się tu wziąłeś? - odpowiedziała zszokowana.
- Wróciłem. Jeszcze nie wiem, czy na stałe, ale wróciłem. Boże, jak dobrze cię zobaczyć! - przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Poczułam to ciepło, troskę, co kiedyś. Tak bardzo mi tego brakowało. Jednakże, nie mogę zapomnieć o tym, że mnie zdradził i porzucił. Oddaliłam się i rzuciłam chłodne spojrzenie w jego stronę. Staliśmy tak przez chwilę w bezruchu. Pozostawiając go, ruszyłam na przód. Po drodze zauważyłam Caroline, Ninę, Bonnie, Iana i innych z obsady TVD. Na całe szczęście, pozostałam niezauważalna.
Widziałam Meghan na krzesełkach. Siedziała z Marco, Erikiem i Dudziakiem.
- Czy ty wiesz do czego służy telefon? Między innymi do wysyłania sms! - usiadłam między Meghan, a Marco i wzięłam głęboki oddech.
- No chyba napisałam ci sms, że masz uważać, deklu. Wolałam pominąć fakt, że jest tutaj twój były, a tak na marginesie to fiut z niego, to byś jeszcze uciekła. Jesteś obok mnie, więc spokojnie, nikt do nas nie podejdzie. - uśmiechała się dumnie, a ja patrzyłam na nią jak na kretynkę.
- Oczywiście, ja też tu jestem. - odezwał się Marco z pięknym uśmiechem i maciupeńkimi, takimi tyci tyci iskiereczkami w oczach.
- Żartujesz sobie chyba? Stefan Salvatore to twój były? Czekaj czekaj... Pominęłaś ten fakt! Nic mi nie powiedziałaś, a dobrze wiesz, że jestem ich fanem! - każdy popatrzył na Erika pytająco. - No co? A więc poszłem do niego i poprosiłem o zdjęcie i o autograf oczywiście. Zapytał się dla kogo. Ja prawilnie odpowiedziałem, że dla mnie, czyli Erika Durma. A on poprosił bym powtórzył. Rozumiecie? Powtórzyć! Znanemu piłkarzowi każe powtórzyć. Pff. Od teraz będę team Delena. - zaczęliśmy się śmiać, do momentu, aż każdego z nas przestał boleć brzuch.
- Zabrałam go kiedyś na mecz. I wiecie co? Wyszedł po 15 minutach! Powodem było to, że było za głośno! - w tym momencie płakaliśmy ze śmiechu.
Ostatnio zauważyłam, że od tych dwóch miesięcy spędzonych z chłopakami, coraz częściej się uśmiecham, nie myślę o odrzuceniu czy porzuceniu. Najzwyczajniej odżyłam.
Lekcje minęły mi strasznie szybko. No może poza fizyką. Chociaż nie było tak źle. Wymieniłam się na tą lekcję telefonem z Marco i starałam się odpowiadać na wiadomości, w imieniu Marco, z portalów społecznościowych. Oczywiście Marco nic nie wiedział o moich zamiarach, ale kiedyś mi jeszcze podziękuje. To uszczęśliwi setki jego fanów.
Opuszczając mury szkoły, przechodziłam obok boiska. Odwróciłam się w stronę zawodników, a w dwóch sekundach, moje policzki zostały oblane rumieńcami, bo trenujący byli bez koszulek. Można było się rozpłynąć na widok ich umięśnionego ciała i mokrych włosów, pod wpływem potu. Moja głowa wróciła, na odpowiednie miejsce, lecz nie na długo :
- Pamiętasz o dzisiejszym "Chłopaku z sąsiedztwa", prawda? - zapytał truchtający Marco.
- A, no ttak, jasne. Jak bym miała zapomnieć. - zapomniałam. Wypadło mi z głowy, że dziś umówiłam się z Reusem na kino. Cholercia.
- Przyjadę o 19. Do zobaczenia! - wrócił do kolegów. Dziękować Bogu, że tak szybko zakończył rozmowę. Zaczęłam się jąkać, gdyż byłam lekko speszona, na widok jego wyrzeźbionego ciała.
Wróciłam do domu, zjadłam obiad i poszłam na górę. Rzuciłam się na łóżko, jednak zdałam sobie sprawę, że jeśli chcę mieć udany wieczór, to muszę być przygotowana na jutrzejszy dzień w szkole. Zasiadłam do lekcji, z którymi zeszło mi do 18. Z szafy wyjęłam jasne, jeansowe rurki, białą koszulę w czarne linie i włożyłam białe, niskie air force. Z prostych włosów zrobiłam fale i lekko się umalowałam. Usłyszałam dźwięk dzwonka. W biegu założyłam cienką skórę, zgarnęłam telefon i zeszłam prosto pod drzwi. Przejrzałam się jeszcze po raz ostatni w lusterku i chwyciłam za klamkę. Wziełam głęboki wdech, otworzyłam drzwi i.. I totalnie mnie zamurowało. Co do kurwy?
- Cześć. Jesteś zajęta, prawda? - Stałam jak słup soli.
- Yy, proszę. Wejdź. - przeszły mnie ciarki i miałam dziwne wrażenie, że ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobrego...
Ukazał się po raz kolejny rodział IV, lecz o innej tematyce ;) mam nadzieję, że nie jest najgorszy, bo mam mieszane uczucia.
Dziękuję za miłe komentarze.
Pozdrawiam i ściskam! xoxo